13 grudnia 2006 r.
13 grudnia 1981 roku. Niedziela. Dzieci zamiast teleranka obejrzały ponurego gościa w ciemnych okularach (ksywa spawacz). Ja, świeżo upieczony student chemii, usiłowałem dodzwonić się do akademika w Gliwicach. Bez skutku. Władza uznała telefony za narzędzie obalania jedynego słusznego ustroju.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
Potem poszedłem na posterunek dworcowy. 14 grudnia w godzinach porannych, około 250 kilometrów od miejsca mojego zamieszkania, miał odbyć się pogrzeb bliskiej mi osoby. Po okazaniu telegramu o zgonie i terminie pochówku, ponury, niewyspany i nieogolony zomowiec wypisał mi przepustkę, dzięki której mogłem kupić bilet kolejowy i udać się w podróż bez groźby zatrzymania.
Jechałem nocą, w zatłoczonym, brudnym i niedogrzanym pociągu, jak zwykle w korytarzu. Co chwilę przeciskali się jacyś mundurowi, sprawdzający dowody i zezwolenia na podróż. Pasażerowie kurzyli giewonty bez filtra i patrzyli na mundurowych z nienawiścią. Bali się wizyty ruskich czołgów, martwili się o bliskich, myśleli o przyszłości swoich dzieci. Nie mówili wiele.
Nie musiałem spieszyć się z powrotem. Zajęcia na uczelni były odwołane. Rozpoczynała się pacyfikacja strajku na chemii i mechaniczno-technologicznym. Kiedy po paru miesiącach spotkaliśmy się znowu, mogliśmy obserwować przejeżdżające przez miasteczko suki, pilnujące, żeby nikt po 22 nie wychylił nosa z akademika. Po osiedlu snuli się parami i czwórkami ledwo pełnoletni ćwierćinteligenci w niebieskich mundurach, usiłując dorwać kogoś, komu będzie można podrzeć dowód osobisty. Kogoś, kto się ewentualnie postawi i kogo będzie można bezkarnie spałować, dając upust swoim kompleksom. W centrum Gliwic odbywały się regularne wojny na bruk, wodę i gaz łzawiący.
Po wakacjach, po powrocie na sesję jesienną, stwierdziliśmy, że w naszych pokojach zamieszkało ZOMO. Rozsiedli się tam, rozpanoszyli, rozpili. Obserwowaliśmy ich z akademika położonego po drugiej stronie placyku. Po paru tygodniach akademik był zdemolowany. Zdemolowany był też skład osobowy starszych roczników. Tego skreślili za strajk, tego za bibułę, inny poszedł do wojska, bo puszczał z okna „Żeby Polska była Polską”. Za to, wykładowca ekonomii politycznej nabrał w czasie wakacji sił.
Jakie są plusy stanu wojennego? - zapytał na pierwszych po wakacjach zajęciach.
- Plusem stanu wojennego jest to, że w sklepach pojawił się ser żółty - ogłosił z właściwym sobie przeświadczeniem o własnej nieomylności jeden z dyżurnych prymusów.
Do dzisiaj należy do tej połowy społeczeństwa, która uważa, że stan wojenny był potrzebny.
R. Gabrysz, E.W.
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach