21 listopada 2007 r.
Sam siebie nie poznaję — jestem za abonamentem. Jeszcze kilka lat temu pazurami broniłbym wolnego rynku mediów. To znaczy nadal jestem za — pieniądze zarobione w prywatnej telewizji często są wydawane z sensem. Poza tym są prywatne i nic mi do tego. Dziś jednak obawiam się, że za populistycznym hasłem likwidacji opłaty za radio i telewizję nie kryje się nic. Co więcej, mam wrażenie, że po zbadaniu pacjenta postawiona została błędna diagnoza. Trochę jak w starym dowcipie o radzieckim entomologu, który po wyrwaniu szóstej muszej nogi wielkimi literami zapisał: „Po urwaniu wszystkich nóg mucha traci słuch”, bo wcześniej nawet z jedną, kiedy mówił: „Mucha idi”, mucha szła.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
Z publiczną telewizją i radiem jest tak: przerośnięta administracja, skamieniałe kompetencje, tempo reagowania stułbi płowej, układy, układziki, polityka, podgryzania i przekonanie, że kto ma telewizję, ten ma władzę. Niekończące się reformy i przetasowania zaczynane od nowa po zmianie ekipy rządzącej, do tego pewnie kompleks brzydkiej, starszej i niezbyt sprawnej siostry. I mądrusie, którzy tak doradzają, żeby nie stracić swojej synekury.
Wniosek płynący z tej informacji dla Donalda Tuska? Zlikwidować abonament. Zlikwidować, bo ściągalność słaba i misja mętna. Dziwna rzecz, PIT jakoś płacą wszyscy. A z abonamentem bawimy się jak z chińskim jajem. Zresztą co znaczy zapowiedź, że po likwidacji abonamentu można media finansować z budżetu? Toż to dokładnie to samo co abonament, tylko redystrybucja droższa.
Jestem za przymusowym haraczem na publiczne media ściąganym z moich podatków pod jednym warunkiem: żadnych reklam i żadnej nudy, tylko profesjonalna produkcja. Chcę koncertów jazzowych, klasyki, teatru, chcę reportaży, filmów przyrodniczych, popularnonaukowych, sportu, mądrych programów dla dzieci i spokoju. Bez udowadniania mi czterdzieści razy dziennie, że bez batonika „Heniuś”, teraz w nowym opakowaniu, umrę z głodu. Do sprawiania wrażenia, że świat oszalał, niech sobie będzie pozostałych 500 kanałów telewizji i radia. Tam też można zajrzeć. Wystarczy klawisz w pilocie.
Na taki układ idę. Każdy inny będzie półśrodkiem. Że można inaczej — przykład zgrany do nitki — BBC. Za każdym razem kiedy zaglądam na ich strony internetowe albo w telewizor czy radio, mruczę z zazdrości. „Z misją”, nie znaczy „nudnie”. Bez reklam nie musi być do bani. Żeby nam się tylko chciało chcieć.
Paweł Ławicki
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach