3 kwietnia 2007 r.
Byli posłowie LPR Marian Daszyk i Zygmunt Wrzodak wystosowali do marszałka Sejmu Marka Jurka pismo o zwrot weksli od władz LPR. Gdyby okazało się to niemożliwe, zażądali powiadomienia prokuratury — pisze „Rzeczpospolita”.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
— Żądamy, aby wreszcie zwrócono nasze weksle — domaga się Daszyk, twierdząc, że kandydaci na posłów LPR byli zmuszani do podpisania zobowiązania in blanco. Miejsca od pierwszego do dziesiątego i ostatnie kosztowały odpowiednio 100 i 60 tys. zł. Zobowiązania rozłożone były na cztery lata — do końca sejmowej kadencji.
Posłowie wysłali w tej sprawie pismo do marszałka już pół roku temu. Wtedy ostro zareagowały władze LPR, zaprzeczając istnieniu weksli. „Między LPR i klubem parlamentarnym LPR a posłami Ligi Polskich Rodzin nie został nigdy nawiązany stosunek prawny polegający na zabezpieczeniu wekslami” — napisał kilkanaście dni temu w piśmie do Marka Jurka Mirosław Orzechowski.
W odpowiedzi Wrzodak i Daszyk zażądali postawienia wiceministra edukacji przed sejmową Komisją Etyki Poselskiej. „Orzechowski zwyczajnie kłamie, żeby nie powiedzieć — łże" — napisali w liście do marszałka.
Marek Jurek uważa wyjaśnienia władz LPR za wystarczające. Jego zdaniem nie można porównywać tej sprawy do weksli Samoobrony. W tamtym przypadku władze partii nie tylko nie zaprzeczały istnieniu weksli, ale dodatkowo wywierały przez nie naciski na posłów.
Część byłych posłów LPR jest odmiennego zdania. — To duża niekonsekwencja. Wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego o delegalizację Samoobrony, a w przypadku LPR nie robi nic — dziwi się były szef LPR w Łodzi Krzysztof Litwinowicz. Według niego każda osoba z listy LPR w Łodzi podpisała weksle i pismo z przysięgą lojalności.
Nikt weksli nie widział, a działacze, którzy przekonują, że je podpisywali, nie mają kopii dokumentów — pisze „Rzeczpospolita".
(A.P.)
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach