28 stycznia 2008 r.
Gdyby kiedykolwiek do jakiejkolwiek telewizji przyszedł specjalista od wojskowych samolotów z propozycją pomocy w realizacji dwudziestominutowego programu o tychże, usłyszałby zapewne, że prime time, słupki, konkurencja, temat mało nośny, a reklamodawcy żądają wskaźników oglądalności.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
Kiedy przydarza się tragedia i wojskowy samolot spada, sytuacja się zmienia. Nagle przez dwa, trzy dni okazuje się, że w Polsce istnieje czasopismo „Skrzydlata Polska”, że są ludzie, którzy o militariach wiedzą prawie wszystko. Researcherzy w każdej redakcji stają na głowie, by takich zaprosić do studia. Spod ziemi wyciąga się inżynierów tłumaczących, dlaczego samolot lata. Godzinami trwają dywagacje, jak CASA mógł spaść. Graficy komputerowi z zapałkami w oczach rysują kolejny ideogram, gazety zapełniają się schematami silników, dysz, kabin i kokpitów. Dziennikarze kiwają potakująco głowami, słuchając branżowych sformułowań. Cała dziennikarska Polska szuka czarnej skrzynki, skleja samolot w hangarze, coby tu jeszcze z katastrofy mniej lub bardziej rzeczowego wycisnąć.
Krach na giełdzie już nieważny. Liczy się odpowiedź na pytanie, czy serwis CAS-y powinien być tylko w Hiszpanii, czy w kraju też. Redakcje liczą godziny lotów od przeglądu do przeglądu, pytają o każdą śrubkę, bo przecież tego wymaga ich dziennikarski etos.
Potem jeszcze kamery zaglądają na moment na ceremonię pogrzebową. Może na mszę żałobną w bazylice.
I koniec. I cisza. Wracamy do przepychanek w Sejmie, autostrad, których nie ma, Euro 2012 i dalszej pogoni za słupkami, oglądalnością i liczeniem widzów seriali tasiemców.
Do następnej tragedii.
Smutne.
Paweł Ławicki
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach