Wtorek, 7 II 2012 r.
Nr 15/2012 (1235)
indeks alfabetyczny |
A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  R  S  Ś  T  U  W  V  Z  Ź  Ż 
wydanie z wybranego dnia | najczęściej czytane | najlepiej oceniane | zmień rozmiar czcionki | terminy i wydarzenia | kanał RSS
 


27 maja 2010 r.

Cud niepamięci

Na dalekiej północy nikt się nie dziwi, że pada śnieg. Mieszkańcy Sahary nie ogłaszają stanu klęski żywiołowej z powodu burzy piaskowej. Podwójny sztylet powodzi polega na tym, że pojawia się za rzadko, by traktować ją jak normalne, choć bolesne zjawisko w naszym klimacie i za często, by dało się wylizać rany i na kilka pokoleń zapomnieć. Interwał kilkunastu lat wystarcza, by kategoryczne stwierdzenia obecnie rządzących rozmyły się w późniejszej biurokracji.

Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.

R E K L A M A

Przeżyjemy kolejne wybory, zdążymy naprawić wszystkie albo prawie wszystkie szkody. Z wiosek i miast zniknie śmierdzący muł, rozliczymy wszelką pomoc i zaczniemy deliberować, jak uchronić się przed kolejnym zalaniem. Odbędzie się tysiące seminariów, wydamy setki tysięcy złotych na kolejne ekspertyzy.

 

Oczywiście, że nikt nie wzruszy ramionami z pogardliwym prychnięciem „tfe, powódź”. Wszyscy zapytani mówić będą o konieczności, zasadności i imperatywie do działania, ale…

 

No właśnie, ale jak tu tworzyć poldery, wysiedlać całe wioski, budować zbiorniki retencyjne, podwyższać wały, kiedy ludzie psioczą, że droga dziurawa i żłobków w mieście nie przybywa. Do tego słońce świeci, po rzekach pływają kajaki i barki, a bezpieczeństwo przeciwpowodziowe nie jest tanie. Jest pierońsko drogie. I na dodatek przydaje się raz na jakiś czas. Zresztą, kto wie, może nas tym razem powódź ominie? Może już w ogóle jej nie będzie?

 

Dziś burmistrzowie i prezydenci liżą rany, ale za kilka lat, skuszeni rozwojem miasta zezwolą deweloperom na budowę kolejnych apartamentowców, a ludzie zauroczeni cichą okolicą kupią siedliska w romantycznych rozlewiskach. I żyć będą sobie cicho i spokojnie lat dziesięć, piętnaście i trzydzieści, a potem przyjdzie wielka woda i zmyje wszystko do morza, a przyszli decydenci, którzy dziś być może jeszcze ssą cycka, zastanawiać się będą kolejny raz, jak to jest możliwe, że znowu, cholera Polska nie zdołała obronić się przed powodzią.


Skąd ja to wiem? Z autopsji. Pomiędzy 1997 a 2010 napisałem dwa teksty o powodzi. Jeden w trakcie, z tydzień temu, a drugi – ten, po. Też chciałem zapomnieć, bo niczym nie różnię się od reszty Polaków.

Paweł Ławicki



Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach