Wtorek, 31 I 2012 r.
Nr 14/2012 (1234)
indeks alfabetyczny |
A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  R  S  Ś  T  U  W  V  Z  Ź  Ż 
wydanie z wybranego dnia | najczęściej czytane | najlepiej oceniane | zmień rozmiar czcionki | terminy i wydarzenia | kanał RSS
 


8 lutego 2010 r.

Do grającej szafy grosik wrzuć

Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej, mówią doświadczeni optymiści i radzą, żeby z katastrof wyciągać wnioski i przekuwać je na zwycięstwo. Dlatego oświadczam oficjalnie, że to ja jestem autorem genialnego sposobu na uratowanie publicznej telewizji, o którym zaraz poniżej. Fakty są takie: abonamentu starcza na pączki dla zarządu TVP i dwa mopy dla sprzątaczek. Telewizja musi więc ciąć misję, co jest prawie niemożliwe, bo z misji w telewizji nawet obraz kontrolny nie pozostał, że o hymnie nie wspomnę. Musi też zarabiać. Jak wiadomo zarabia się na reklamach emitowanych wtedy, kiedy ludzie telewizję oglądają.

Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.

R E K L A M A

Ale jak tu produkować to, co ludzie oglądają, kiedy nie ma pieniędzy na produkcję i trzeba ciąć koszty? Kółko się zamyka i jak nie wyjdziemy z tej pętli, to pozostaną nam powtórki „Janosika” i „Daleko od szosy” z Bolkiem i Lolkiem przez całą dobę.

Dlatego raz jeszcze oświadczam oficjalnie, że to ja jestem autorem genialnego sposobu na uratowanie publicznej telewizji, o którym poniżej:

Telewizja jest publiczna, czyli nasza. Im ktoś więcej ogląda, tym jest bardziej jego. Utożsamia się i poczuwa oraz identyfikuje. Z rewelacyjnym serialem „Dom nad rozlewiskiem” na przykład. Siedzi więc jakaś grupa ziomków moich przed telewizorem i ogląda. Najbardziej zorientowany tłumaczy reszcie, o co chodzi. Następuje zwrot akcji, czyli Joanna Brodzik wychodzi z domu i idzie. Wszyscy zastygają: gdzie dojdzie, kogo spotka. Nagle obraz nieruchomieje i pojawia się plansza: „Drodzy widzowie. Sytuacja TVP jest dramatyczna. W trosce o wspólne dobro zlikwidowaliśmy wszystkie produkcje, które kosztują. Ten serial również. Dlatego jeżeli chcecie wiedzieć, dokąd poszła Joanna Brodzik, wyślijcie SMS na nr 7909 o treści: rozlewisko”. Ponieważ widz się utożsamia i przejawia troskę, sms wysyła. A na ekranie na żywo można obserwować, ile pieniędzy brakuje do uruchomienia emisji. Jeszcze tylko czterysta tysięcy, dwieście, sto. Kiedy już po dwudziestu minutach uzbiera się pół miliona na przykład, kolejna plansza dziękuje nam za wsparcie. Pod koniec filmu pojawi się informacja, że następny odcinek kosztował dwa i pół miliona i jeżeli chcemy go obejrzeć, to… itd.

Proste? To ja jestem autorem tego pomysłu, chociaż właściwie nie do końca. Krakowski oddział telewizji ma o połowę mniejszy budżet. Zresztą jak wszystkie pozostałe ośrodki. Chlasta się więc tam po ramówce na oślep. Mało co zostaje. Kiedy na szafot szedł produkowany od kilkunastu lat program „Kundel bury i kocury”, miłośnicy zwierząt powstali z foteli i krzeseł. Podczas programu zadzwoniła kobieta i zadeklarowała dwa tysiące złotych na produkcję. Po czym dodatkowo zorganizowała zbiórkę i pieniędzy już wystarczy na siedem, czy osiem odcinków. Prawda, jakie to proste? Skoro ludziom zależy, niech się trochę postarają.. Potem tylko wystarczy zmienić ustawę o podatku dochodowym i umożliwić wpłatę jednego procenta na „Gwiazdy na lodzie” albo „Tak to leciało”.

W końcu to dla nas, publiczności, a nie dla polityków są publiczna telewizja i radio.

Paweł Ławicki



Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach