17 sierpnia 2007 r.
— Mam nadzieję, że ostatnie zawirowania na rynkach finansowych nie będą miały wpływu na gospodarkę, bo fundamenty polskiej gospodarki są mocne — podkreśliła minister finansów Zyta Gilowska w Sejmie. Wicepremier zaapelowała do inwestorów o zachowanie spokoju, gdyż — jak stwierdziła — nie ma podstaw do panicznych reakcji.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
— Na system finansowy może to mieć pewien wpływ, bo to zależy, w jakim tempie nastroje kredytowe na świecie przeniosą się na naszą giełdę, jak trwała będzie ta reakcja i jak zachowają się inwestorzy. Jeśli wybuchnie panika, to może nastąpić odpływ kapitału, co z kolei wpłynie na relacje kursowe, przełoży się na wartość importu i eksportu oraz na inflację. To zaś może mieć wpływ na stopy procentowe — wyjaśniła dziennikarzom Gilowska.
Zdaniem minister finansów sytuacja, która wystąpiła na światowych giełdach, w tym na polskiej, jest naturalna. Korekta „była konieczna". — Jak wiadomo, nie ma okresu nieustannych wzrostów, muszą kiedyś nastąpić spadki — zaznaczyła wicepremier.
Minister oświadczyła, że nie ma potrzeby, by w związku z kryzysem na giełdzie interweniowały instytucje państwowe. — Nasze fundamenty są dobre: wysokiemu tempu wzrostu gospodarki towarzyszy wysokie tempo wzrostu miejsc pracy, umiarkowany wzrost wynagrodzeń, co zresztą nastąpiło po bardzo wysokim wzroście wydajności pracy. Rosną lokaty państwowe, podobnie jak wpływy do ZUS. Gospodarka nasza jest stabilna — zapewniła Gilowska.
— Namawiam wszystkich, żeby zachować spokój. (...) Apeluję między innymi do gospodarstw domowych, żeby nie podejmowały gwałtownych ruchów. Takie falowanie na rynkach, jakie mamy obecnie, jest zjawiskiem normalnym, chodzi o to, żeby nie rozkołysać się zbyt mocno i żeby nie nabrać wody — powiedziała.
Według wicepremier spadki na giełdach nie muszą oznaczać kryzysu finansowego, a jedynie korektę po kilkuletniej hossie.
(PAP, M.S.)
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach