5 września 2007 r.
— Mam — powiedział krótko. Tak naprawdę rozumieli się bez słów, dlatego „mam” wystarczało za wszystko. Lechu bez słowa włączył komputer. Jarek z teczki wyjął płytę. W świetle nowo zamówionej lampy a’la Powstanie Styczniowe błysnął napis „UKŁAD”.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
Jarek niecierpliwie spoglądał na zegarek. Posiedzenie się przedłużało, a w teczce czekała nowiuteńka, prosto z wypalarki gra. W końcu nie wytrzymał.
— Resztę omówimy jutro. Do widzenia — wstał, poprawił krawat i żwawo pomaszerował ku wyjściu. Na dworze jesienna słota kazała postawić kołnierz kurtki. Trzaskając drzwiami służbowej Lancii powiedział krótko — Do brata. Mógł grę odpalić na laptopie, ale to by było nie fair. Obiecał bratu, że zagrają razem. Brata nigdy nie oszukał. Zresztą na 27-calowym monitorze LCD gra powinna fajnie wyglądać. I kartę dźwiękową Lechu miał zajefajną.
— Mam — powiedział krótko. Tak naprawdę rozumieli się bez słów, dlatego „mam” wystarczało za wszystko. Lechu bez słowa włączył komputer. Jarek z teczki wyjął płytę. W świetle nowo zamówionej lampy a’la Powstanie Styczniowe błysnął napis „UKŁAD”.
— No, no — cmoknął Lechu — Napracowali się chłopcy, nie ma co.
— Mówiłem, że mam komputerowy model układu. Wystarczyło dodać trochę grafiki, Rubik machnął muzykę i gra gotowa. Nie zgadniesz komu zleciłem produkcję… — Jarek uśmiechnął się szelmowsko.
— No?
— Prokom Software — trzasnął z rozbawieniem w uda Jarek.
— To ostatnie zlecenie, jutro się rozstaniemy — zanucił Lechu z szerokim uśmiechem. — No to gramy braciszku. Ja zaczynam i wpisuję „Kaczmarek” enter. Na ekranie pojawiła się skomplikowana sieć przypominająca drzewo genealogiczne starej francuskiej rodziny szlacheckiej. Na końcach gałęzi świeciły różne nazwiska.
— I co teraz? — zawahał się Lechu.
— Klikasz w nazwisko. Zdobywasz punkty i przechodzisz na następny ekran. Im bardziej wplątane w Układ nazwisko pukniesz za pierwszym razem, tym więcej punktów dostajesz.
— No to ja… mam… Michnik i co? — Lechu zamarł w oczekiwaniu na wynik.
— O żesz ty. 1000 punktów. No dobra. Muszę iść od Michnika. Co by tu. O, tu cię mam, Geremek, cholera jasna — zaklął szpetnie Jarek, bo za Geremka dostał tylko 200.
— He, he — zaśmiał się Lechu. — Ja idę w Żakowskiego, pyk i następne 1500 punktów, proszę bardzo — Lechu otworzył osiemnastowieczny globus – barek.
— Nooo, braciszku, tak być nie może — Jarek pokręcił z niedowierzaniem głową. — A ja od pana Jacka pójdę do... do... kancelarii prezydenta pójdę, tak dla jaj, o żesz kurczę Lechu, 5 tysięcy zarobiłem, no, no — spojrzał uważniej na brata.
— Dobra, dobra, ty mi w sypialnię, to ja ci do CBA i sprawdzimy, sprawdzimy, Kamiński i co?
— I proszę, kolejny tysiączek i premia — z satysfakcją spojrzał Lechu na brata. — A popatrz tylko jaka pajęczynka od Kamińskiego. Jakie nazwiska, ho, ho. O! Nawet twój kot tu występuje.
— W Kamińskiego mi? To ja od pójdę w bok. I za Waltera dostanę… proszę bardzo, 10 tysięcy. Z kim do ludzi, z kim do ludzi — cieszył się Jarek jak dziecko.
— Walter to wiadomo, ale tu się kręci Wildstein i proszę. Dwa tysiączki — zatarł ręce Lechu.
I tak sobie grali przekomarzając się bratersko, od czasu do czasu mocząc usta w dobrej, dwudziestoletniej whisky.
Było mocno po północy. Przeszli już praktycznie wszystkie ekrany. Czegóż i kogóż tam nie było! Jarek wyszedł na prowadzenie, kiedy wynalazł niejakiego Kręcimółka, szatniarza z sejmowej restauracji. Okazał się głównym wrzecionem jednej z nici Układu. Komputer przenosił ich to na Mazury, to do Brukseli, by wrócić do Warszawy. Sporo czasu spędzili na korytarzach Mariotta, okazało się jednak, że to nie Mariott, tylko bar na sto piętnastym kilometrze od stolicy, to prawdziwa wylęgarnia pająków tkających sieć wokół Polski. Bez kamer i podsłuchów spotykali się tam wszyscy. Po prostu wszyscy.
Od baru na sto piętnastym był tylko jeden link. Ostatni. Jarosław spojrzał na Lecha. Lech spojrzał na Jarosława. Był remis. Za chwilę któryś z nich rozwiąże tajemnicę Układu. Kto będzie zwycięzcą? Tu nie ma przerwy na reklamy. Męska, braterska potyczka.
Na ciemnym ekranie pojawiało się nazwisko. Nazwisko nazwisk. I tylko dwie alternatywy. Kto wygra? Kto jest Układem? Kto Układ rozwali od środka? Źrenice Jarosława zwęziły się do grubości szpilki. Lech na wszelki wypadek uruchomił wczoraj założony system monitorujący dźwięk w połączeniu z wykrywaczem kłamstw. W powietrzu gęstniała Tajemnica. Tajemnica tajemnic.
Paweł Ławicki
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach