Wtorek, 7 II 2012 r.
Nr 15/2012 (1235)
indeks alfabetyczny |
A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  R  S  Ś  T  U  W  V  Z  Ź  Ż 
wydanie z wybranego dnia | najczęściej czytane | najlepiej oceniane | zmień rozmiar czcionki | terminy i wydarzenia | kanał RSS
 


23 czerwca 2008 r.

Gra w społeczeństwo

„Jesteśmy postaciami z Jego snu. Musimy uważać, by Go nie zbudzić”
Adam
Snerg-Wiśniewski, „Robot”

Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.

R E K L A M A

Pogodny wieczór. Siedzę z kufelkiem Puszczańskiego i czytam wywiad z noblistą Robertem Aumannem, specjalistą od teorii gier. W telewizji Lech Wałęsa mówi, że wszyscy zostaniemy Bolkami. I nagle mnie olśniło. Jak Grom terrorystów dopadła mnie świadomość, że jesteśmy uczestnikami niezwykle skomplikowanej wielokrotnie gry, a właściwie wielu gier nakładających się na siebie. Ten jeden impuls spowodował, że wszystko ułożyło się w logiczną, choć mocno nieprzejrzystą układankę. Cała nasza transformacja, cały ruch oporu wobec komuny, obecna demokracja to jedna wielka fikcja. To tylko gra.

Prawdopodobnie założenia do gry opracowane zostały w departamencie gier społecznych Służby Bezpieczeństwa, który szybko zaczął być nazywany „Chińczykiem”. Departament był tak tajny, że nawet porucznik Chlebowołowski, który był jego dowódcą, nie wiedział, że istnieje. Kiedy gra się zaczęła? Tego nie wiemy. Być może po grudniowych wypadkach w 1970 r. Wtedy pewnie powstały pierwsze reguły. Gra na początku nazywała się „My i Oni”. Potem nazwa sama się zmieniała wielokrotnie. W latach 80. przez moment funkcjonowała jako „Zima wasza, wiosna nasza”. W grze brali udział praktycznie wszyscy. Niektórzy świadomie, niektórzy mniej. Najwięcej frajdy mieli oczywiście uczestnicy świadomi. Na przykład niejaki Osóbkowski Tadeusz, pracownik departamentu, który miał za zadanie w pewnym momencie rozegrać mecz ping-ponga z losowo wybranym mieszkańcem Polski w losowo wybranym miejscu. Padło na elektryka Wałęsę i Arłamów. Trzeba przyznać zadanie wykonał perfekcyjnie. Najpierw doprowadził do wyrzucenia niejakiej Walentynowicz Anny ze stoczni, potem do strajków, potem do powstania „Solidarności”, potem niemający pojęcia o grze Wojciech Jaruzelski wprowadził stan wojenny i na koniec Wałęsa ląduje w Arłamowie, gdzie w trzecim tygodniu pobytu wygrywa z Osóbkowskim 21:1, 21:3.

Takich zadań gracze mieli więcej. Ukrywanie się Bujaka przed bezpieką na przykład. Każdy dzień Bujaka na wolności to były dodatkowe punkty dla gracza lub grupy graczy.
Okrągły Stół. Majstersztyk. Przyznacie, że zebrać tylu ludzi w jednym miejscu, którzy z przekonaniem rozbierają komunizm, to wielka sprawa. Warto zaznaczyć, że nieświadomi gracze przyjmowali narzucane im role, nie mając pojęcia, że są manipulowani.

Gra toczy się dalej. Obserwujemy teraz na przykład rozgrywkę, gdzie ktoś ma zadanie udowodnić, że Bolek to Wałęsa. To nic nie znaczy, bo Bolek też kiedyś został wymyślony, jak wszystko w tej grze. Widać, że gracze przebiegle dążą do celu i wygranej. Kto by się domyślił, że Instytut Pamięci Narodowej powstał lata temu tylko po to, żeby z milionów dokumentów fabrykowanych specjalnie na potrzeby departamentu gier SB dwóch wierzących w swoją niezależność historyków znalazło te, które pozwolą zrealizować cel i wygrać kolejne punkty. To naprawdę działa. Martwi mnie tylko jedno: skoro uczestniczymy w grze, to ten tekst też ma jakieś znaczenie. Tak naprawdę nie jest mój. Moje wieczorne olśnienie też nie może być przypadkowe. Kto mi podłożył wywiad z Aumannem i po co?

Paweł Ławicki




Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach