12 września 2007 r.
— Jak ty wyglądasz ! — marudziła od pewnego czasu Luśka — Buty rozdeptane, sweter powyciągany, wyglądasz jak Lepper w PGR.
— Ja tam żaden metroseksualny pół gej nie jestem, żeby się stroić. Do kościoła garnitur mam — walczył Gruby.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
— Garnitur? Tę marną, ponaciąganą pałatkę z elanowełny garniturem nazywasz? Jedziemy na zakupy. W październiku wybory, musimy wyglądać w lokalu wyborczym jak ludzie, a nie elektorat Polskiego Związku Złomiarzy — zarządziła Luśka. Nie było wyjścia. Gruby westchnął i pomaszerował do samochodu.
***
— O, żesz ty twoja poczochrana — zatkało Siwego, kiedy Gruby wszedł do baru.
— No, co, no, co — bronił się nieśmiało Gruby. — Czasem coś trzeba nowego na grzbiet wrzucić. Luśka dostała nagrodę w firmie i kupiła mi to i owo.
— Eeeee, Gruby, pardon, Panie Gruby, siadaj przyjacielu. W takim stroju, to do Mariotta nawet by cię wpuścili — cmokał z ledwo ukrywaną zazdrością Siwy.
— Trochę nie przyzwyczajony jestem – Gruby pogłaskał rękaw nowej marynarki.
— Całkiem w porządku, normalnie nowa jakość. To się Luśka postawiła — zazdrościł dalej Siwy, patrząc z żalem na swoje rozdeptane buty.
— Bardzo ładna marynarka — zagaił znienacka facet w średnim wieku w ciemnym garniturze — Boss, Cardin?
— Eeeee, a pan co z „Życia na Gorąco”? — zażartował Gruby.
— Poniekąd, poniekąd. Warciałek. Jan Warciałek. Tylko kilka pytań i zostawię panów, jeśli można – Warciałek dosiadł się do przyjaciół. — Buty widzę świetnie dopasowane do marynarki. A podeszwa gumowa?
— Coś pan. Skóra — oburzył się Gruby. Jeszcze dwa dni temu nie miał pojęcia, że elegancki but ma skórzana podeszwę.
— Jasne, że skóra, krawacik jedwabny, norma oczywiście – potarł ręce Warciałek.
— Pewno, że norma – Gruby poprawił krawat lewą ręką.
— Zegarek gustowny, no, no — pochwalił Warciałek.
— Wie, pan, kobiety lubią diamenty, facet musi mieć porządny zegarek. W moim wieku już nie wypada nosić plastikowego badziewia – Gruby coraz szybciej przekonywał się, że ma klasę.
— Widać, że całkiem nieźle się panu powodzi – Warciałek lał miód na serce Grubego .
— Jakoś się ciągnie, tu coś z giełdy kapnie, tu się obróci, wie pan, radzić sobie trzeba. Kapitalizm, pieniądze to wie, pan na ulicy i w ogóle – z udawaną skromnością Gruby rozłożył ręce. Siwy dziwił się coraz bardziej, jakie pieniądze, jaka giełda, ale siedział cicho.
— Jasne, jasne – Warciałek wyjął notesik – To ja tylko jeszcze pana imię i nazwisko poproszę i znikam, obowiązki, wie pan, obowiązki. Gruby wytrzeszczył oczy.
— Ach, prawda, przecież nie powiedziałem. Jestem z Centralnego Biura Antykorupcyjnego departament zwalczania Oligarchii – Warciałek wyjął legitymację.
— Jakiej oligarchii? — zdumiał się Gruby.
— Oligarchii proszę pana w sensie oligarchii zdefiniowanej przez premiera. Mamy rozkaz zidentyfikować proszę pana wszystkich zamożnych obywateli, tak na wszelki wypadek. – Warciałek już nie był taki miły.
— Ale po co? — drążył Gruby lekko wystraszony.
— Na wszelki wypadek — powtórzył Warciałek. — IV RP to Polska socjalna a nie liberalna i oligarchię musimy zdusić w zarodku. My stoimy tu, a pan gdzie ZOMO, rozumie pan. Zresztą wykręty nic nie dadzą. Mam nagranie, że pan chodzi do Mariotta. Ja nie chodzę, bo mnie nie stać. Podeszwę mam proszę pana gumową w butach, zegarek za czterdzieści złotych, garnitur ma osiem lat i kosztował stówę. Siedzi pan w układzie jak nic i my to udowodnimy.
— Ale ja nie jestem zamożny. Żona mi to wszystko kupiła – Gruby w bezradnym proteście rozłożył ręce.
— Jasne. I kochanki pewnie pan tez nie ma, na wczasy jeździ pan do szwagra na wieś dwudziestoletnim maluchem. W takiej koszuli. Wolne żarty. Aż dziw, że do tej pory nic na pana nie mamy. Bardzo dziwne. No dobra, jeszcze zdjęcie i do zobaczenia po wyborach — pożegnanie zabrzmiało złowieszczo.
— Zaraz, mówił pan, że z „ Życia na Gorąca” pan jest — krzyknął jeszcze Siwy.
— Dla takich jak pański kolega, jestem życie na gorąco. Bardzo gorąco — zaśmiał się Warciałek i zniknął w wieczornej mgle.
— I co teraz? — kretyńsko odezwał się Siwy.
— Wszystko przez te baby — wyszeptał blady jak prognoza wyborcza LPR Gruby wylewając Puszczańskie na nowiutkie spodnie.
Paweł Ławicki
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach