5 lutego 2007 r.
Grubego od tygodnia kłuło w boku. W czwartek jak go łupnęło, tak wylądował w izbie przyjęć powiatowego szpitala. Widocznie jego nazwisko coś tam w lokalnej społeczności znaczyło, bo już po dwóch godzinach zjawił się lekarz, a po czterech znana była przyczyna kłucia.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
– Ostry atak wyrostka. Trzeba operować, bo inaczej otrzewną szlag trafi – powiedział doktor Lepółko. Że Lepółko Zbigniew, to Gruby wyczytał z identyfikatora. Wyczytał i zbladł.
– To operujcie, Jezus Maria – wyszeptał przerażony, że już nigdy z Siwym Puszczańskiego się nie napije.
– Jest kłopot. Wyrostki się skończyły – poinformował doktor Legółko.
– Przecież macie wyciąć, a nie doszyć – Gruby pomimo śmierci w oczach nie stracił podstaw logicznego myślenia.
– Refundacja zabiegu z NFZ pod nazwą „resekcja uchyłka jelita cienkiego” się skończyła. Wczoraj – doprecyzował Legółko.
– Ale ja umieram – załkał panicznie Gruby.
– Fakt. Trochę pan nam się za chwilę przekręci – psychologicznie podszedł do pacjenta doktor Legółko – Możemy panu zoperować śledzionę. Mamy jeszcze trzy.
– Sam pan mówił, że mnie boli wyrostek, nie śledziona – Gruby najchętniej wstałby z łóżka i pomaszerował do domu.
– Idiotę pan ze mnie robisz? – obruszył się Legółko – Przecież ja wiem, co panu wysiadło. Napiszemy, że śledziona, wytniemy wyrostek, my dostaniemy refundację, a pan nowe życie. Wszyscy zadowoleni i NFZ całe – strawestował zgrabnie kulinarno-zoologiczne powiedzenie o owcach i wilku doktor.
– Auuuuuu – zawył z bólu Gruby i stracił przytomność. Obudził się w wykafelkowanej sali operacyjnej. Nad nim nowoczesna paleta reflektorów. Koło niego gość w czarnym garniturze.
– Tak wygląda śmierć – pomyślał Gruby.
– Komornik Sądy Rejonowego Perełkowski. Jan Perełkowski – przedstawiła się śmierć.
– Pan mnie operował? – wyszeptał Gruby.
– Nie, nie, nie! Ja tylko wykonałem nakaz płatniczy – ze współczuciem uśmiechnął się komornik.
– Ale ja ostatnią ratę za telewizor spłaciłem pół roku temu – bronił się Gruby.
– Na szpitalu wykonuję nakaz – doprecyzował komornik – Dług mają. A długi trzeba spłacać.
– Dużo? – zainteresował się Gruby.
– No, dziesiąt milionów. Wie pan, tajemnica sądowa – wykręcił się komornik.
– A co ja mam z tym wspólnego?
– Jak zająłem konta szpitala, zabrakło mi jeszcze z 20 milionów. Pomyślałem sobie, co mi tam, pójdę do szpitala, może coś się uda zająć, wie pan, tomograf jakiś, albo sztuczną nerkę, ja się tam nie znam, byle wartościowe było. No i wchodzę w pierwsze drzwi, a tam czterech lekarzy i pan.
– Ja? – zdziwił się Gruby.
– Pan, bo ja do tej sali operacyjnej wszedłem. Operował pana niejaki Legółko – komornik zajrzał do dokumentów – Zbigniew. Próbował mnie spławić, ale ja twardy jestem. Zgodziłem się jedynie, że aparaturę anestezjologiczną zajmę jak pana wybudzą. I wybudzili.
– A zoperowali?
– Właściwie tak – spojrzał w bok komornik.
– Co znaczy właściwie?! – prawie krzyknął Gruby.
– Zdążyli wyciąć wyrostek, ale nie zaszyli, bo zająłem nici chirurgiczne i igły. Wie pan, wolframowa stal, cenna sprawa – Gruby poczuł, że świat wymyka się z pod kontroli.
– Pan się nie martwi – pocieszył komornik – Minister Religa już obiecał pomoc – Szpital dostanie pożyczkę, długi spłaci, nici oddam i doktor Legółko pana zaszyje jak baleronik. Wszystko będzie dobrze. To fachowiec.
Nagle komornik zbladł, zsiniał, złapał się za serce i grzmotnął o wykafelkowaną podłogę.
– Moje serce, moje serce – wycharczał – Niech pan dzwoni po lekarza... Albo, nie. Niech pan nie dzwoni, nie ma sensu.
– Dlaczego? Pomogą, do dzwonka może dosięgnę. To dopiero widok – pacjent z otwartą jamą brzuszną wzywa pomoc do zawału serca.
– Nie ma sensu – powtórzył komornik – Aparat do reanimacji też zająłem.
To były jego ostatnie słowa. A potem minister kolejny raz pożyczył zadłużonym szpitalom pieniążki, sąd rejonowy ogłosił konkurs na komornika rewiru IV, Grubego zaszyto tak, by do następnej operacji znów mógł z optymizmem patrzeć na świat.
Paweł Ławicki
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach