28 września 2009 r.
Nareszcie sobota. Dla Grubego najpiękniejszy dzień. Można pospać dłużej, oczywiście pod warunkiem, że ktoś o siódmej do drzwi nie załomocze niczym w wierszu poety.
- Boże, pan kierownik – zdobył się na krztynę entuzjazmu Gruby.
- Jasne, że ja. I brygada remontowa z firmy „ Ceglex” – kierownik wmaszerował do mieszkania a za nim kilku fachowców z logiem „Ceglex” na piersi.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
- Ale….
- Żadne ale. Zgodnie z ustawą należy się panu remont mieszkania na koszt zakładu – kierownik wyjął z teczki plik kartek.
- Jaką ustawą? – Gruby z przerażeniem spoglądał na ekipę, która szparko owijała folią malarską meble i telewizor.
- Kolego, nie samą pracą człowiek żyje, trzeba się też interesować życiem, że tak powiem dookólnym. Po sukcesie z ustawą „ Zrobi PIT twój na cacy, ukochany zakład pracy” rząd poszedł dalej. Naprawdę pan nic nie słyszał? – zdziwił się kierownik.
- Wie pan, szefie, nadgodziny, żona na zakupy…. – bąknął Gruby.
- Jasne, jasne, nie ma sprawy, pierdykniemy gładź, lamperię w przedpokoju, panelki się wymieni i po sprawie – szybko określił zakres robót kierownik.
- Nie sądzi pan, że to trochę bez sensu? – Gruby dochodził do siebie.
- Kochanieńki kolego z pracy, to jest kompletna paranoja. Tak jak wasze rozliczenia podatkowe w naszych rękach. Ale jest ustawa, która mówi, że jak pan pracuje u jednego pracodawcy, to raz na pięć lat remont się należy. Pan pracuje? Pracuje. Pięć lat? Więcej. To się należy. Prezes przetarg ogłosił, „Ceglex” wygrał i już.
- Całe życie podatki rozliczałem sam i sam malowałem ściany. Na cholerę mi jakiś „Ceglex”?
- Duras leks seks leks, czyli prawo znaczy prawo a sprawiedliwość, sprawiedliwość. Czasu mamy mało, bo od poniedziałku ruszamy z przygotowaniem akcji „Dwutlenek węgla? To nie ja!”.
- Boże a co to takiego? – szczerze zdziwił się Gruby.
- Rząd opracował program, parlament przyklepał, że każdy zakład pracy ma zmobilizować swoich pracowników do redukcji ceodwa. Na koszt zakładu dostaniecie broszury, liczniki dwutlenku węgla, syntetyczne rośliny, i tak dalej. Wszystko odliczycie od podatku, który oczywiście zakład obliczy. Pracownik ma pracować a nie zajmować się pierdołami, jak własne podatki na przykład. Opiekuńcze państwo to nie przelewki – wyrecytował kierownik.
- Szefie, ale to kurka wodna zarąbiste obciążenie dla firmy musi być – wykazał postawę Gruby.
- Chłopie, katastrofa, leżymy na cztery łopatki. Aaaa, byłbym zapomniał. Pan tu kolego podpisze – kierownik rozprostował kartkę papieru.
- A co to jest? – zdziwił się Gruby.
- Wypowiedzenie z winy zakładu. Tak nas tymi ustawami ten tegiez, że produkcja na pysk i w ogóle, i firma się zwija. Ale kolorek OK? – z nadzieją w głosie zapytał kierownik.
Paweł Ławicki
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach