5 października 2007 r.
— Faja jesteś — powiedziała Luśka, trzaskając drzwiami. — Inni domy stawiają, a my dwadzieścia lat w spółdzielczym bloku. A mogłam wyjść za Heńka.
— Heniek, Heniek. Kto to jest Heniek? — postawił się Gruby.
— Heniek to czterdzieści ciężarówek dzisiaj. I dom z basenem, i wczasy SPA dwa razy w roku — Luśka zaszlochała, a Gruby ciężko westchnął.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
***
— Nie ma problemu, kredyt od ręki przydzielimy — uśmiechnęła się miło pracownica banku, w którym Gruby od zawsze miał konto.
— Super, bo wie pani, żona naciska, że prawdziwy mężczyzna to syn i drzewo, i dom. Może faktycznie pora? — Gruby z nieśmiałością zwinął plik formularzy niezbędnych do starania się o kredyt.
***
— Macie działki na sprzedaż? — Gruby uzbrojony w obietnicę kredytu raźnie wmaszerował do wydziału geodezji urzędu miasta. Zapadła niezręczna cisza.
— Żona mi każe dom budować. Działki potrzebuję — powtórzył Gruby. Cisza szarpana szumem komputerów.
— Nie może pan prywatnie kupić? — cicho odezwał wreszcie się jeden z pracowników wydziału.
— Po co prywatnie, jak mogę własnej gminie dać zarobić, drogę mi za to do domku zrobicie — zażartował Gruby.
— My nic nie mamy. Nic nie sprzedajemy — chórem odpowiedziało czterech pracowników geodezji i, omijając Grubego, wyszło z gabinetu. Gruby zbaraniał.
***
Baraniał Gruby dłuższą chwilę. „Tak nie może być. Obywatel płacący podatki ma prawo we własnej gminie kupić działkę i wybudować dom. Idę do burmistrza i kupię działkę. Bez działki nie wracam do domu”. Gruby wziął głęboki oddech i pomaszerował do sekretariatu burmistrza.
***
— Ja do burmistrza — prawie wrzasnął Gruby w ucho sekretarki.
— W jakiej sprawie? — sekretarka była twarda.
— Działkę chcę kupić — sapnął Gruby.
— Nie ma — odpowiedziała sekretarka.
— Działek?
— Burmistrza.
— Jak nie ma, jak słyszę, że rozmawia przez telefon. — Ech, gdyby Luśka widziała teraz swojego męża.
— W sprawie działek burmistrza nie ma, tak mi kazał mówić, ups, chyba coś pokręciłam — sekretarka spłonęła rumieńcem.
— Bardzo dziękuję — uskrzydlił się Gruby i nacisnął klamkę drzwi gabinetu burmistrza.
***
— Działkę chcę — powiedział Gruby bez ogródek.
— Nie ma żadnych działek — błyskawicznie odpowiedział burmistrz i schował się za szafę.
— Wiem, że są. Ogłoszenia o przetargach czytałem — Gruby nie dawał za wygraną.
— Nie ma przetargów. Ogłoszeń nie ma. Nic nie ma — wysapał zza szafy burmistrz.
— Co to za urząd miasta, jak nawet działki nie mogę kupić uczciwie za gotówkę? — Gruby tracił siłę argumentów. Burmistrz wystawił głowę: — Panie, to nie Hel. To jest uczciwa gmina. Ja mam żonę, dzieci, ubezpieczenie na życie. Ja mam pracę, jestem dobry, drugą kadencję w pierwszej turze, nie wkręci mnie pan. Posłanek żadnych nie znam, posłów też, działek nie ma i nie będzie. Pan może nagrywać, ja to rozumiem, taka praca, każdy chce żyć, ja też. Za gotówkę i na raty nie mam, nie ma, żegnam. — Zanim się Gruby zorientował, burmistrz wyskoczył przez okno. Na szczęście na parterze.
***
— Naprawdę chciałem kupić działkę — tłumaczył Luśce Gruby piętnasty raz.
— I?
— I normalnie bym kupił.
— Tylko?
— Centralne Biuro Antykorupcyjne mi przeszkodziło — patrząc w oczy swojej żonie, powiedział Gruby.
Paweł Ławicki
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach