18 stycznia 2007 r.
— Dziękuję. Oszczędzam — powiedział Siwy, a Gruby spojrzał na niego, jakby zobaczył kosmitę w biało-czerwonym krawacie.
— Oszczędzam na dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne — powtórzył Siwy i odrobinę smutno popatrzył na nowiusieńkie, pełniusieńkie Puszczańskie Grubego.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
— Ty nie oszczędzaj, ty od razu się lecz — podsumował towarzyskie wyłamywanie się przyjaciela Gruby.
— Też byś mógł oszczędzać, bo kiepsko ostatnio wyglądasz i służba zdrowia pewnie cię dopadnie — odgryzł się Siwy.
— Ubezpieczony jestem w prawo, w lewo i od środka. Grosza więcej łapiduchom nie dam! — zdenerwował się Gruby.
— I błąd. Minister Religa obiecał, że za jedyną dyszkę miesięcznie będziesz miał ekstra waruneczki: osobna pielęgniarka w krótszym fartuszku, pokoik, telewizorek, lepsza micha, kto wie, może nawet na piwko się zgodzą. Ja w to wchodzę. Te pielęgniarki na wyłączność mnie, Gruby, przekonały, mówię ci.
— Zawsze, Siwy, babeczki cię brały, ale ja za szczwany jestem na takie super ekstra dodatki. Poczekam. — Gruby wykazywał się tajemniczą nieufnością.
— Bo ty, Gruby, tylko na nie i na nie. A może ktoś wreszcie wymyślił coś sensownego? Sztuczne serce zbudował, to może służbę zdrowia potrafi zbudować? — lekko zaperzył się Siwy.
— He, He, ho, ho, jaki zwolennik reform się znalazł. Dobra, Siwy. Męczysz się o suchym pysku i stajesz się nerwowy. Stawiam i pogadamy jak normalny obywatel z normalnym obywatelem, a nie rzecznikiem ministerstwa zdrowia — załagodził zbliżający się konflikt Gruby.
— Powiem ci, Siwy — kontynuował — nie wchodzę, bo potrafię liczyć. Dycha to dużo czy mało?
— Trzy Puszczańskie to.... no dobra, zasadniczo mało — odpowiedział Siwy.
— Właśnie. Naród rzuci się na dodatkowe ubezpieczenia jak media na akta IPN. Nawet ty, dusigroszu, dałeś się złapać. — Ciągnął wywód Gruby.
— No to wszyscy będą mieli lepiej — odrobinę niepewnie odparował Siwy.
— Przypuszczam, że wątpię, ale dam ci przykład. Leżę sobie w szpitalu w jednym pokoiku z Heńkiem, Zygą, Staszkiem i Rychem. Przyswajasz? — rozpoczął Gruby.
— Przyswajam, ale Rychu zmarł pół roku temu — Siwy kontrolował opowieść.
— Fakt, świeć Panie... to z Gienkiem. Gienek żyje jeszcze. Wrzucamy dwa złote do szpitalnego telewizora i słyszymy ministra, że za dychę miesięcznie każdy będzie miał pierwsza klasa obsługę.
— A w pierwszej klasie telewizor za darmo — przerwał Siwy.
— I dlatego Gienek, Heniek, Staszek i Zyga wyskakują z dyszki — cierpliwie kontynuował Gruby.
— I mają fajne pielęgniareczki, szmery, rowery, klimę i full wypas — klasnął z triumfem Siwy.
— A ja za darmo też jestem sam w trzy razy większym pokoju — dokończył Gruby.
— Dokwaterują ci tego marudę, co mieszka koło Śledzia, ha — zaśmiał się Siwy.
— Nie dokwaterują, bo pewnie też zapłaci dychę. Wszyscy będą chcieli poza kolejnością i zrobi się korek jak o siedemnastej w Warszawie. Poza tym jest jeszcze jeden powód, dla którego ten pomysł nie wypali — tajemniczo zawiesił głos Gruby.
— No, no, no?
— Teraz twoja kolej. — Gruby wskazał na puste kufle. Siwy niechętnie podniósł się z krzesła.
— Widzisz, Siwy — siorbnął Gruby. — Na mój rozum to po prostu nie ma tyle pomieszczeń w naszych szpitalach, żeby wszystkim zapewnić jedynki. Normalnie i arytmetycznie.
— Czyli, że Religa ściemnia? — zapytał ze smutkiem Siwy.
— Ze względu na wcześniejsze zasługi powiedzmy, że zapomniał w ministerialnym gabinecie, jak wyglądają polskie szpitale. A skoro oszczędzasz od wczoraj, to mamy jeszcze dychę. Obyśmy zdrowi byli — optymistycznie zakończył Gruby.
Paweł Ławicki
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach