14 marca 2007 r.
Gruby i Siwy wychodzili od „Śledzia” radośni jak nigdy.
— Pewnie ogólnokrajowy wzrost optymizmu i narastające poczucie bezpieczeństwa nam się udzieliło — roześmiał się Siwy wiosennie.
— Dość marazmu i narzekania — krzyknął Gruby, co mocno zdenerwowało ubranego w czarny dres niewysokiego gościa, który nie widząc zbliżających się przyjaciół usiłował uruchomić samochód. Bez użycia kluczyka. Bo to nie był jego samochód.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
— I tu cię bratku mamy — błyskawicznie zareagował Gruby wykazując refleks i postawę obywatelską.
— Panowie, proszę, ja tylko chciałem sprawdzić, jak się tym jeździ — podjął próbę negocjacji nieszczęśnik.
— Jesteś złapanym na gorącym uczynku przestępcą i dzięki ministrowi sprawiedliwości zostaniesz ukarany szybko i sprawiedliwie — powiedział.
— A my, w trosce o nasze wieczorne bezpieczeństwo umożliwimy ci, kolego, kontakt z niezawisłym sądem — dodał Gruby i zaczął rozglądać się za policjantem. Szczęśliwie jeden pełnił służbę tuż za rogiem.
— Mamy złodziejaszka, panie władzo. Złapany na gorącym uczynku — pchnął przed siebie przerażonego złodzieja Gruby.
— Odejdź człowieku. Pracuję — wyszeptał policjant.
— Ale my właśnie w ramach współpracy obywatela z policją, doprowadzamy i świadczymy jako świadkowie jak najbardziej — zdziwił się Gruby.
— Odejdź mówię. Patrol mi się kończy za kwadrans — trochę głośniej powtórzył policjant, przyspieszył kroku i zniknął w najbliższej bramie.
— Może ja też pójdę? — nieśmiało zaproponował miłośnik motoryzacji.
— Do pierdla na dwa lata pójdziesz. Nie pożądaj żony bliźniego i żadnej jego rzeczy i samochodów też — zacytował Pismo z pamięci Siwy.
— Dawaj Siwy, biegiem – ożywił się Gruby – Straż Miejska jedzie.
— Stało się coś panowie? — zainteresował się strażnik uchylając okno.
— Złodziejaszka mamy, taki w sam raz 24 godzinny przy… — zaczął Gruby, ale samochodu straży już nie było.
— Coś tu nie tak — zauważył Siwy.
— Panowie, szkoda na mnie czasu. Żony pewnie czekają, ja chętnie piwko postawię jak trzeba — podjął kolejną próbę więzień Grubego.
— Siwy, tam idzie gliniarz z psem. Ten nam się nie wywinie. Po chwili lekko zasapani dopadli policjanta.
— Eeee, nie, jak nie ukradł, to dajcie mu spokój — wykręcał się policjant patrząc w ziemię.
— Nie, nie, nie. Myśmy widzieli i żądamy kategorycznie w imię naszego bezpieczeństwa, żeby rozpocząć procedury i skazać w trybie ministra Zbiory.
— Tak? Tak? Tacy jesteście? To proszę bardzo, idziemy — wyraźnie zdenerwowany policjant pomaszerował, jak się okazało w kierunku komisariatu. Na parkingu przy komisariacie kłębił się spory tłum.
— Akcja protestacyjna — ze zrozumieniem pokiwał głową Siwy.
— Jaka akcja, człowieku — prawie zapłakał policjant. — To wszystko doprowadzeni do szybkiego sądzenia. Zwariować można.
— Czyli strzał w dziesiątkę — skwitował Gruby.
— W kolano chyba, nie w dziesiątkę. Szesnastą godzinę pracuję, bo reszta w maszyny do pisania klepie. Areszt przepełniony, co chwilę musimy kogoś puszczać, bo czas postawienia zarzutów minął, sąd nic nie robi tylko skazuje w trybie przyspieszonym, a i tak kolejka większa jak tu. A gdzie poważne przestępstwa? A gdzie spotkania w przedszkolach? A gdzie mafia i przestępstwa gospodarcze. W tym tłumie, to z setka przynajmniej ukradła dwa słoiki kompotu z piwnicy. Było dwudziestu pijanych kierowców, ale w tej kolejce dawno wytrzeźwieli. Ale jak chcecie, to proszę bardzo. Bardzo proszę sobie tutaj postać i poczekać z podejrzanym. Dostaniecie od dyżurnego numerek i do kolejki. A jak się do komendy nie dostaniecie, to po dwudziestej czwartej godzinie oczekiwania proszę kolegę przeprosić i puścić.
— Dwudziestej czwartej? — zafrasował się Siwy.
— Spokojnie, zleci jak z bicza trzasł — złośliwie uśmiechnął się policjant i mamrocząc coś o popieprzonym społeczeństwie obywatelskim i co on by temu ministrowi, gdyby go dopadł poszedł w miejski mrok.
Gruby i Siwy milczeli dłuższą chwilę patrząc na siebie.
— I co, tak bez kluczyka odpalasz każde auto? — zagaił łagodnie Siwy.
— Każde — kiwnął głową złodziejaszek.
— Tamto, co to już miałeś otwarte też?
— Bułka z masłem. Jakby nie panowie, już bym na dyskotece w Przewoźnikach panienki rwał.
— A przed dyskoteką podrzuciłbyś na Kubusia Puchatka? Późno się zrobiło.
— Jasna sprawa, panowie, gdzie chcecie. A tu? — kiwnął głową w stronę komisariatu.
— Nie cierpię kolejek, przyjdziemy jak się trochę poluzuje — poprawił kurtkę Gruby.
W dalekiej Warszawie telewizyjna hostessa pudrowała ministra Ziobrę przed kolejną konferencją prasową o sukcesach polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Paweł Ławicki
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach