29 grudnia 2006 r.
105 dolarów za 1000 metrów sześciennych gazu — to ostateczna propozycja Gazpromu dla Białorusi. Przedstawiciel Gazpromu Siergiej Kuprijanow oświadczył w rosyjskiej telewzji, że w rozmowach ze stroną białoruską nie osiągnięto postępu.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
Gazpromowi nie zależy już na przejęciu białoruskiej sieci rurociągów, której właścicielem jest Biełtransgaz. — Cena na przyszły rok to 105 dolarów, z Biełtransgazem czy bez niego — to nie ma już zasadniczego znaczenia. Te warunki, które proponujemy, 75 dolarów pieniędzmi, a pozostałą część w akcjach, to raczej nasz gest dobrej woli. Nie można powiedzieć, że stworzenie joint venture w oparciu o Biełtransgaz jest dla nas krytycznie ważne, szczególnie biorąc pod uwagę, że zakończyła się budowa białoruskiego odcinka (gazociągu) Jamał – Europa — powiedział Kuprijanow.
Przedstawiciel Gazpromu oświadczył, że strona rosyjska zrobi wszystko, aby zapewnić dostawy gazu do UE w zakontraktowanej wielkości. Dodał, że nie można porównywać obecnej sytuacji do tej sprzed roku: — Tu jest inna sytuacja — gazociąg Jamał – Europa, który należy do Gazpromu. Ziemia pod nim jest dzierżawiona przez Gazprom, czyli jest to rosyjski gazociąg na białoruskim terytorium.
Dotychczasowe rozmowy z Białorusią o cenach gazu na przyszły rok nie przyniosły rezultatu. Gazprom nie zgadza się na dotychczasową cenę gazu dla Białorusi, wynoszącą 46,68 dolarów za 1000 metrów sześciennych. Białoruś jest gotowa płacić co najwyżej 75 dolarów za 1000 metrów sześciennych gazu. Żąda także, by Gazprom zapłacił za udziały w Biełtransgazie gotówką, a nie — jak proponuje strona rosyjska — dostawami gazu.
(A.P.)
Zobacz także:
Czy gazowy spór Białorusi i Rosji zagrozi innym krajom?
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach