Wtorek, 7 II 2012 r.
Nr 15/2012 (1235)
indeks alfabetyczny |
A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  R  S  Ś  T  U  W  V  Z  Ź  Ż 
wydanie z wybranego dnia | najczęściej czytane | najlepiej oceniane | zmień rozmiar czcionki | terminy i wydarzenia | kanał RSS
 

F / felietony - (41) 

  • 18 listopada 2010 r.
    Dziecinne obietnice
    Pewien kandydat na prezydenta w pewnym niedużym mieście prowadzi swoją kampanię pod hasłem „ Obiecuję więcej niż inni”. Hasło najwidoczniej nośne, skoro w Bielsku- Białej wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich (SLD) stwierdził, że samorządy, w których SLD zdobędzie większość, będą budowały przedszkola i żłobki nawet bez finansowego wsparcia rządu. Dlaczego akurat przedszkola i żłobki? Wiadomo, polityka prorodzinna, rodzina jest najważniejsza, szansa powrotu kobiet do pracy – nośne, bezpieczne i nikt się nie przyczepi. Oczywiście, że złośliwy się zapyta, a dlaczego do tej pory nie budowaliście żłobków i przedszkoli? Bywały przecież takie czasy, że SLD rządził, nie tylko w samorządach. I „ w temacie przedszkoli” jak była bryndza, tak jest.
  • 21 października 2010 r.
    Mój wstyd
  • 7 września 2010 r.
    Poradnik kontrolowanego
    Fiskus bierze się za rodziców, którzy twierdzą, że samotnie wychowują dzieci, mimo że żyją w nieformalnych związkach – donosi portal dziennik.pl. By jednak udowodnić, że podatnicy kłamią, urzędnicy muszą zdobyć konkretne dowody, że rodzice z kimś ułożyli sobie życie.
  • 30 sierpnia 2010 r.
    Służba publiczna odwiedza prywatny biznes
    - Panie prezesie, pan minister do pana – powiedziała sekretarka. - Prosić, prosić – wstał zza biurka prezes. Kiedyś przyjaciele z podziemia, dziś w dalszym ciągu koledzy poznający się na ulicy. Prezes - szef wielkiej firmy, zaczynał w garażu, minister, absolwent dobrej uczelni, dyplom z wyróżnieniem, kiedyś społecznik, dziś prominent najważniejszej partii. - Witam w skromnych progach mojej manufaktury – z uśmiechem powitał gościa prezes. - Sługa narodu, do usług – autoironicznie odparł minister. - Służycie, służycie, tylko jak długo naród to wytrzyma? – prezes nalał dwudziestoletnią whisky do kieliszków.
  • 11 sierpnia 2010 r.
    Najlepsze te małe kina
    Lokalne kina padają jak muchy, donosi Dziennik Gazeta Prawna. Przyczyną mają być kinowe molochy, czyli multipleksy. Z pozoru to prawda. Powstaje nowoczesne kino z kilkoma klimatyzowanymi salami, wygodnymi fotelami i doskonałym nagłośnieniem. Repertuar zawsze jakiś jest, popcorn też. A przy okazji jeszcze zakupy za jednym zamachem w centrum handlowym można zrobić. Bez wątpienia multipleksy namieszały sporo w kinowej rzeczywistości i pośrednio są przyczyną wykrwawiania mały, lokalnych kin. Ale jest jeszcze drugie dno. Dystrybutor. To on jest bezpośrednio odpowiedzialny za śmierć małych kin. I na dodatek trudno mieć o to pretensje. Oto kilka przyczyn, dla których kino wielosalowe na starcie wygrywa z maluszkami.
  • 30 lipca 2010 r.
    Gruby pomaga pewnej znajomej
    Gruby i Siwy gasili popołudniowy upał zimnym puszczańskim omawiając przy okazji wprowadzenie kas fiskalnych do biur adwokatów i gabinetów lekarzy. Właśnie się spierali, czy zalepienie dziury w zębie z paragonem podrożeje, czy nie, kiedy w drzwiach „Śledzia” stanęła Zuza, koleżanka z klasy Grubego. Najładniejsza koleżanka. Spotykali się czasem na szkolnych zjazdach, ale u „Śledzia”? Gruby mimowolnie wciągnął brzuch.
  • 27 lipca 2010 r.
    Wolności mediów, ty nad różnice wylatuj
    Kiedy media są upartyjnione? Kiedy władze mediów pochodzą z nominacji wrażej partii. A kiedy są publiczne, czyli obywatelskie? Kiedy to nasza partia ma moc obsadzenia prezesów w radiu i telewizji.
  • 19 lipca 2010 r.
    O Adamie stolarzu, czyli o tym, że czasem warto nie przyjąć zlecenia, nawet jeżeli prosi cię o to twój własny syn
    Adam był zdolnym stolarzem. Ostatnio największe pieniądze zarabiał na stylizowanych meblach. Pracy miał sporo, zamówienia spływały, żaden mebel nie stał w magazynie. Można powiedzieć, że Adam w ogóle miał szczęście. Zaradna żona, dorastający syn nie sprawiający żadnych kłopotów. Ba, mało kto może pochwalić się tak zdolnym, wysportowanych i doskonale ułożonym synem. Jeszcze harcerzem na dodatek. Kiedy Adam był nastolatkiem harcerstwo było o wiele popularniejsze. Dziś mniej, ale Tomkowi (tak miał na imię) wcale to nie przeszkadzało. Kiedy spadł Samolot, drużyna Tomka jako jedna z pierwszych pełniła wartę honorową przy Pałacu. Pilnowali zniczy, porządkowali kwiaty, sprzątali.
  • 14 lipca 2010 r.
    Gruby poznaje nowoczesną Agro turystykę
    - Pomyśl kochanie, Agro wczasy – wierciła dziurę brzuchu Luśka – Cisza, szum drzew, świergot ptaków, kwaśne mleko jak z dzieciństwa. W końcu pomyślał, czemu nie? Tym bardziej, że oferta znaleziona w Internecie wyglądała nieźle. - Popatrz, popatrz – ćwierkała zachwycona Luśka, kiedy zjechali z drogi gminnej, potem mocno podrzędnej i na koniec toczyli się leśnym duktem – To jest to, a jakie powietrze!
  • 1 lipca 2010 r.
    Wakacje telemaniaka
    Byłem na wakacjach. Jak dziesiątki tysięcy Polaków skorzystałem z oferty jednego z biur podróży i poleciałem do hotelu z basenem, barami, restauracjami i klimatyzowanymi pokojami. W hotelu okazało się, że w Europie podróżują głównie Polacy z małą domieszką Anglików, przez co poczułem się trochę oszukany, bo w zagranicznym hotelu obcokrajowców było tylu, co w Popiątkowie i to w dolnym sezonie. Na szczęście zabytki poza hotelem były autentycznie greckie. W pokoju hotelowym oczywiście stał telewizor z kilkunastoma programami.
  • 11 czerwca 2010 r.
    Przedwyborczy quiz
    Prezydencka kampania wyborcza jest nijaka, by nie powiedzieć beznadziejna. Dziennikarze są zmęczeni, bo za bardzo nie wiadomo co z kandydatami robić, o co pytać. Ludzie obojętnie mijają sztampowe bilboardy, wyjmują ulotki ze skrzynek. Nikt nie kąsa, nie skandalizuje, nuda. Dlatego, żeby się trochę rozerwać, zapraszam wszystkich do przedwyborczej zabawy pt. „Kto to powiedział”. Poniżej wzorcowy tekst, który każdy z kandydatów mógłby spokojnie odczytać z promptera jako swój. Wszystkie zdania to autentyczne cytaty z naszych kandydatów na prezydenta. No, czasem zamiast kropki wstawiłem przecinek, by sens jako tako zachować, co zresztą w tego typu przemowach jest co najmniej umowne. Zadanie polega na przyporządkowaniu do każdego zdania właściwego autora. Sprawa z pozoru trudna, ale wystarczy obejrzeć spoty wyborcze od A do Z i jak dotrwacie do końca każdego z nich z osobna i wszystkich w całości, poradzicie sobie doskonale. Do dzieła!
  • 22 kwietnia 2010 r.
    Gruby chce być wzorowy
    Gruby był w całkiem niezłym humorze. Wiosna maszerowała wielkimi krokami, a do spotkania na drugim końcu miasta miał jeszcze sporo czasu. - Co mi tam- pomyślał Gruby – Pojadę sobie obwodnicą i do tego jeszcze zgodnie z przepisami. Słońce świeci, zamiast czekać na parkingu, posłucham muzyczki, paliwa mniej spalę… Jechał sobie nie nerwowo, tu czterdzieści na godzinę, tam pięćdziesiąt. Samochody wyprzedzały go z wizgiem, czasem któryś kierowca pukał się w głowę, inny kręcił głową, ale Gruby się nie przejmował, uśmiechnięty pyrkał sobie na trzecim biegu.
  • 15 marca 2010 r.
    Rozmowa Ewy z Ewą
    Umiejętność rozdzielenia życia prywatnego od pracy jest bardzo cenna. Pozwala odpocząć, nabrać dystansu, porozmawiać nie tylko o robocie. Spotkać się z kimś interesującym i inteligentnym. Pani Ewa miała to szczęście. Więcej. Pani Ewa ma stale szczęście rozmawiania z kimś interesującym:
  • 1 lutego 2010 r.
    Do czego służą brytyjscy naukowcy?
    Nie ma żadnych wątpliwości: gdyby nie brytyjscy naukowcy, świat mentalnie tkwiłby w średniowieczu. Kim są brytyjscy naukowcy? Pod tym enigmatycznym określeniem kryje się armia ludzi gotowych dążyć do prawdy. Podążanie za niewyjaśnionym do końca algorytmem, na podstawie którego angielskie uczelnie wydają pieniądze na różne badania, to pasjonujące zajęcie. Zajęcie, które pochłania bez pamięci i do tego jest równie bez sensu jak niektóre brytyjskie badania. Ale czy życie zawsze musi mieć sens? A czy obrady komisji hazardowej mają sens? No właśnie. Zapraszam w krótką podróż po nieskrępowanym żadną konwencją świecie według angoli. W końcu to brytyjscy naukowcy właśnie udowodnili, że krótka przerwa w pracy na felietony z „Gazety Podatnika” korzystnie wpływa na końcowy zysk netto przedsiębiorstwa.
  • 28 stycznia 2010 r.
    Gruby na wszelki wypadek dochowuje tajemnicy
    - Co przyniosłeś? – zapytał Siwy, patrząc na szare zawiniątko delikatnie położone przez Grubego na stole. - Gospodarcza tajemnica – odpowiedział Gruby i rozwinął papier. - Przecież to parówki – prychnął Siwy. - To nie są zwykłe parówki. To parówki utajnione – powiedział Gruby.
  • 7 stycznia 2010 r.
    Noworoczny wstępniak
    To będzie dobry rok. Nie potrzebuję wróżki, by to stwierdzić. Wystarczy poobserwować noworoczne dobre nowiny z różnych mediów, by wykreślić trend. Krzywa zaiwania pod górę, aż miło.
  • 17 grudnia 2009 r.
    Gruby jest świadkiem nowelizacji
    Czasem wypada przyjąć gości w domu. Nawet Gruby tak twierdzi. Luśka poruszona artykułem o fantastycznych polskich gęsiach, które kupują w całej Europie, tylko nie w kraju, postanowiła zmienić trend i powiększyć gęsi rynek w Polsce. Gęś zajmowała pół stołu i pokornie czekała na ułożenie w brytfance. Gruby pomaszerował po alkohol. Na gęsiach się nie znał, na trunkach i owszem.
  • 17 grudnia 2009 r.
    O szkodliwości odznaczeń
    Mały ciapek w środku gazety: „CBA tropi prezydenta Krakowa”. Tropiło, tropiło i złożyło doniesienie do prokuratury. Co zrobił profesor Jacek Majchrowski? Dał się wkręcić w interes z agentem Tomkiem? Sprzedał Wawel bez przetargu? Gorzej. CBA dopatrzyło się nieprawidłowości w zeznaniach majątkowych prezydenta. Dopatrywało się od grudnia ubiegłego roku. Sporo czasu jak na kilkadziesiąt kartek wypełnionych ręcznie przez autora. Podążyłem tropem agentów. Zajęło mi to pięć minut. Długo, ale mój komputer potrzebuje czasu, by zastartować.
  • 3 grudnia 2009 r.
    Historyk, to brzmi dumnie
    Dlatego postanowiłem zostać historykiem. Nie takim w szkole z bachorami w klasie, tylko sławnym, jak na przykład Gontarczyk z IPN. Ponieważ sławność historyka bierze się albo z wiedzy i talentu albo, co w moim wypadku prostsze, z zaistnienia w mediach z powodu pisania o kimś znanym, postanowiłem to drugie. Na początek wziąłem na tapetę słynnego w mojej wsi Aleksandra Słodkowskiego, dawnego sołtysa. Sporo o nim wiedziałem, na przykład to, że był sołtysem i w latach osiemdziesiątych zapłacił kilka mandatów i bywał w związku z tym na posterunku milicji.
  • 23 listopada 2009 r.
    Uśmiechnij się
    Dzień Życzliwości i Pozdrowień na świecie obchodzony jest już dwadzieścia pięć lat. W Polsce dopiero od trzech. Ten rok był dla święta przełomowy. Oto kilka faktów, od których uśmiech sam pojawia się na twarzy. Za rok będzie jeszcze lepiej.
  • 18 listopada 2009 r.
    O wyższości mądrej nad głupim
    Od samego początku coś przeczuwałem, tylko inteligencji nie starczało, by przeczucie zdiagnozować, opracować, przekuć w naukowy dowód. Teraz już wiem. To co mgliście mi się roiło, dziś staje się faktem. „Dziennik Gazeta Prawna” trochę na okrętkę, ale jednak mówi wyraźnie: Faceci to bęcwały i możemy wam, kobietom co najwyżej śniadanie do łóżka nosić a to i tak po intensywnym szkoleniu. Skąd to przekonanie? Na wyższych uczelniach studiuje coraz mniej mężczyzn. Siedemdziesiąt procent dziewczyn wybiera się na studia, płeć męska decyduje się na licencjat lub magistra tylko w pięćdziesięciu pięciu procentach. Skąd takie dysproporcje? Zniknął bat! Koniec obowiązkowej służby wojskowej stał się końcem mitu o przewadze intelektualnej facetów.
  • 16 listopada 2009 r.
    Gruby ratuje Polskę przed wirusem
    Gruby właśnie oglądał pasjonującą debatę na temat zasadności kupna szczepionek, kiedy do pokoju weszła Luśka. - Jutro jedziemy na zakupy – powiedziała żona i znacząco pociągnęła nosem. - Byliśmy na zakupach miesiąc temu – odpowiedział Gruby. - Ale to były zakupy przyjemnościowe, zmniejszające PMS, i tak dalej – twardo kontynuowała Luśka. - A te mają być jakie? – zagrał na czas Gruby. - Ratujące zdrowie i życie – błyskawicznie odparowała Luśka.
  • 5 listopada 2009 r.
    Precz z bandytami!
    Nadgorliwość jest gorsza od sabotażu. Zużyte ale prawdziwe, o czym przekonałem się dziś waląc wulkanizatora w czoło klapą bagażnika, w którym usiłował pomieścić letnie opony. Na szczęście nie policzył dodatkowo za ślicznie rozwijającą się śliwę, ale już nigdy nie będę się mieszał w robotę, o której nie mam pojęcia.
  • 13 października 2009 r.
    Pomroczność jasna
    Korytarze tajemniczo puste. Zwykle o tej porze gwar, kolejka do automatu z kawą, komórki. Dziś cisza. Gdzieś za drzwiami zapiszczał faks. Skończył się papier. Jarzeniowe światło wyostrzało załamania klatki schodowej.
  • 1 października 2009 r.
    Gruby chętnie poczułby się bogaty
    - I znowu nic Siwy – powiedział Gruby drąc kupon Lotto na strzępy. - Co, myślałeś, że wygrasz? – zdziwił się Siwy drąc kupon Lotto na strzępy. - Trzydzieści lat obstawiania, to powinno ich do czegoś zobowiązywać, nie? – trochę z żalem zapytał Gruby. - Szkoda. Już sobie wyobrażałem to uczucie. Ciekawe jak to jest być bogatym? – zawiesił się Siwy.
  • 10 sierpnia 2009 r.
    Zatankuj w Londynie
    Czym zajmuje się polska ambasada w Londynie? Pisaniem protestów do BBC przeciwko motoryzacyjnym dowcipom. Jak już wiadomo pewnie wszystkim w programie Top Gear widzowie obejrzeli niby reklamę Volkswagena nawiązująca do ataku Niemiec na Polskę w 1939. Jak się okazuje, o czym Jeremy Clarkson nie wiedział, z II wojny światowej żartować nie można, szczególnie zaś nie można żartować z ataku Hitlera na Polskę.
  • 28 lipca 2009 r.
    Cud niepamięci
    Są choroby zwykłe, normalne i częste – angina, katar, wysypka albo łupież pstry. Są też choróbska podłe, podstępne lecz stosunkowo rzadkie – białaczka albo borelioza na przykład. Są wreszcie choroby, których występowanie jest tak rzadkie jak dobry program w TVP w czasie wakacji. Jest na przykład taka choroba, która powoduje, że człowiek zapamiętuje wszystko. Wyobrażacie sobie zapamiętywać wszystko? Horror do kwadratu. Najmniejsza pierdoła zostaje w pamięci na zawsze. Koszmar. Dlatego wcale mnie nie dziwi, że minister Glapiński, jak tylko dowiedział się o tej straszliwej chorobie postanowił na nią nie zapaść. Żeby nie zapaść, trzeba zapominać i nie pamiętać. Najbezpieczniej zapominać sprawy nieistotne, ot na przykład zarobione sto tysięcy złotych dla jednej z gazet. Sprawę oczywiście nadmuchała konkurencja, bo co tu pamiętać, nie warto wspominać, głupie dwanaście tysięcy miesięcznie.
  • 21 lipca 2009 r.
    Polska, czyli kraj tolerancji
    Z ogromnym rozbawieniem obserwuję zadymę medialną pod hasłem : Obrońcy 15 sierpnia kontra Madonna. Istotą konfliktu jest dzień koncertu piosenkarki. Ford T mógł mieć każdy kolor, pod warunkiem, że czarny, Madonna może zaśpiewać wcześniej lub później, ale nie 15 sierpnia. Zdaniem obrońców świętości, Madonna świętości szarga i dlatego nie może śpiewać 15 sierpnia, co oznacza, że poza wyznaczonymi świętami kościelnymi Madonna świętości może szargać bezkarnie i za kasę.
  • 7 lipca 2009 r.
    Szum morza, tupot mew
    „ Jeżeli wystarczająco długo będziesz stał nad brzegiem morza, doczekasz się chwili, kiedy fale wyrzucą na brzeg zwłoki twojego wroga”. To moja ulubiona sentencja. Stoję sobie nad tym brzegiem i czekam. Czekam od niedawna, lista wrogów też marna, więc na razie nic się nie dzieje. Ale są tacy, co się doczekali. Oto prawdziwa opowieść :
  • 30 czerwca 2009 r.
    Ja wygrać kasa
    Codziennie coś wygrywam. O wygrane dba operator u którego mam moją skrzynkę. Ja i kilka milionów Polaków. Oni wygrywają razem ze mną, bo dostają identyczne informacje. Dzięki filtrowi antyspamowemu, który jest dziurawy jak polskie drogi oko cieszą repliki zegarków, niebieskie tabletki, propozycje powiększenia ręki, nosa i pozostałych członków i smutne listy Susan albo Olgi, które chcą się zaprzyjaźnić. Wszystko wędruje do kosza. Czasem jednak wpadnie do skrzynki perełeczka spamowa, którą żal się nie podzielić. W końcu nie każdy ma skrzynkę pocztową tam gdzie ja. Wszystko, co poniżej zostało napisane naprawdę. Jest to kolejny dowód na to, że w Australii ludzie chodzą do góry nogami:
« poprzednia[ 1 ] . [ 2 ]następna »

Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach