22 sierpnia 2007 r.
Kiedy premier, jak zwykle celnie, zauważył, że Platforma Obywatelska jest za bardzo uzależniona od Niemców, początkowo tylko się uśmiechnąłem. Co mnie obchodzi Platforma i ich uzależnienie od Niemców. „Są uzależnieni, niech się leczą” — żartowałem sobie w myślach mało oryginalnie i tak sobie śmiesznie.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
Wieczorem pojawiło się jednak we mnie ziarno niepokoju. Przyjrzałem się sobie bacznie. W kieliszku riesling, całkiem niezły. W odtwarzaczu Grundiga najnowsza płyta Rammstein, mocno kopie, ale w kolejce już czeka Beethoven, dla oczyszczenia atmosfery. Na stoliku, o cholera, na stoliku „Blaszany bębenek” Grassa, nie dość że Niemca, to jeszcze z Gdańska. Gorszy to już tylko dziadek z Wehrmachtu może być. W lodowce maceruje się golonko po bawarsku. Pychota. Wiedziony rosnącym niepokojem zajrzałem do stopki naszej regionalnej gazety — no, oczywiście, kapitał niemiecki. Spociłbym się z wrażenia jak dwa razy dwa, gdyby nie dezodorant Nivea. Jak myśl zahaczyła o łazienkę, oko wyobraźni potknęło się o pięć kilo proszku firmy Henkel.
Od popadnięcia w kompletną paranoję uratowała mnie żona. Wróciła do domu. Samochodem. Bardzo sobie chwali swojego nowego golfa. Nasz owczarek niemiecki też jest zadowolony, bo wreszcie ktoś go wyprowadzi.
Paweł Ławicki
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach