Środa, 23 V 2012 r.
Nr 73/2012 (1293)
indeks alfabetyczny |
A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  R  S  Ś  T  U  W  V  Z  Ź  Ż 
wydanie z wybranego dnia | najczęściej czytane | najlepiej oceniane | zmień rozmiar czcionki | terminy i wydarzenia | kanał RSS
 


22 sierpnia 2007 r.

Jak pan doktor Kaczyński od fobii mnie uratował

Kiedy premier, jak zwykle celnie, zauważył, że Platforma Obywatelska jest za bardzo uzależniona od Niemców, początkowo tylko się uśmiechnąłem. Co mnie obchodzi Platforma i ich uzależnienie od Niemców. „Są uzależnieni, niech się leczą” — żartowałem sobie w myślach mało oryginalnie i tak sobie śmiesznie.

Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.

R E K L A M A

Wieczorem pojawiło się jednak we mnie ziarno niepokoju. Przyjrzałem się sobie bacznie. W kieliszku riesling, całkiem niezły. W odtwarzaczu Grundiga najnowsza płyta Rammstein, mocno kopie, ale w kolejce już czeka Beethoven, dla oczyszczenia atmosfery. Na stoliku, o cholera, na stoliku „Blaszany bębenek” Grassa, nie dość że Niemca, to jeszcze z Gdańska. Gorszy to już tylko dziadek z Wehrmachtu może być. W lodowce maceruje się golonko po bawarsku. Pychota. Wiedziony rosnącym niepokojem zajrzałem do stopki naszej regionalnej gazety — no, oczywiście, kapitał niemiecki. Spociłbym się z wrażenia jak dwa razy dwa, gdyby nie dezodorant Nivea. Jak myśl zahaczyła o łazienkę, oko wyobraźni potknęło się o pięć kilo proszku firmy Henkel.


Od popadnięcia w kompletną paranoję uratowała mnie żona. Wróciła do domu. Samochodem. Bardzo sobie chwali swojego nowego golfa. Nasz owczarek niemiecki też jest zadowolony, bo wreszcie ktoś go wyprowadzi.


Paweł Ławicki




Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach