Środa, 23 V 2012 r.
Nr 73/2012 (1293)
indeks alfabetyczny |
A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  R  S  Ś  T  U  W  V  Z  Ź  Ż 
wydanie z wybranego dnia | najczęściej czytane | najlepiej oceniane | zmień rozmiar czcionki | terminy i wydarzenia | kanał RSS
 


20 czerwca 2007 r.

Jak PZPR obalił komunę

Odkąd okazało się, że Bogusław Wołoszański kolaborował z Szarikiem i resztą załogi „Rudego”, Polacy stracili historyczny kompas. Nie każdy przecież ma na tyle siły, by przebrnąć przez cegły Normana Davisa. Leszek Miller, znany wcześniej jako premier, a jeszcze wcześniej jako przewodnia siła narodu, postanowił wykorzystać lukę i wziął się za odkłamywanie historii.

Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.

R E K L A M A

Na pierwszy ogień poszedł rok 1989, w którym, jak wiadomo, zawaliła się komuna i rozpoczęła nowa jakość. Były przewodniczący SLD ma żal do kolegów z Lewicy i Demokratów, że zakłamują. Leszka Millera zirytowało stwierdzenie w deklaracji programowej LiD, że odzyskanie pełni niepodległości w '89 było dziełem demokratycznej opozycji i wielkiego ruchu społecznego „Solidarność”. Elizie Olczyk z „Rzeczpospolitej”, której te słowa Leszek Miller powiedział, wypadł mikrofon z ręki, ale pan Miller spokojnie dokończył zdanie: — A przecież były inne strony porozumienia — partyjno-rządowa i opozycyjno-związkowa.

No, i był jeszcze Michaił Gorbaczow, który zagwarantował, że nie wejdą i nie wygonią wszystkich z lasu.


Proszę, ilu tatusiów powrotu do demokracji! Dopiszmy jeszcze do sukcesu sztab esbeków (bo mogli mocniej przycisnąć Wałęsę, Mazowieckiego, Kuronia i Geremka, a tego nie zrobili). Rozsypującą się gospodarkę, bo inaczej Balcerowicz nie miałby swojego planu, i Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk, bo się chłopaki rozwiązali, a mogli nadal cenzurować.


Leszek Miller doskonale wie, że dla sporej części Polaków tamte lata to „tylko” historia. Polska Zjednoczona Partia Robotnicza to nazwa, którą trzeba zapamiętać, by zaliczyć w szkole historię współczesną. Kto tam będzie pamiętał Mieczysława F. Rakowskiego, który prowokował stoczniowców w Gdańsku do wieszania go na własnym krawacie, albo wypowiedzi samego Leszka Millera — przy nich beton to była plastelina. Teraz Miller ubolewa, że w deklaracji LiD nie ma ani słowa o gospodarce, bo trudno łączyć liberalizm z socjalizmem. Martwi się, że Władysław Frasyniuk zakłamuje historię, bo uznaje „Solidarność” i opozycję za sprawców obecnej demokracji.


Jak można się spodziewać po lekturze wywiadu w „Rz”, w pamiętnikach byłego premiera znajdą się fragmenty dialogów z dawnych lat:

Ja (czyli L.M): — Co tam, Lechu, słychać?
Wałęsa: — Spoko, w porzo i OK jest. Zarąbiście, normalnie, że hej.
Ja: — Mam plan.
Wałęsa: — Wal, brachu.
Ja: — Dowalimy komunistom, ale tak, że Mietek sztandar będzie musiał wyprowadzić, he, he.
Wałęsa: — Noooo, nie wiem, bo przecież dobrze jest.
Ja: — Co ty, stary, gadasz! Zalegalizujemy ci „Solidarność”, Michnik zrobi sobie gazetę, Kaczyński zostanie premierem, nie pękaj, stary, zróbmy sobie demokrację, please.
Wałęsa: — No, dobra. Skoro nalegasz, to zwołam chłopaków.

To oczywiście skrót rozmowy, bo w rzeczywistości Leszek M. Lecha W. do obalenia komuszków namawiał przez cały stan wojenny i jeszcze trochę.


W areszcie u nas siedzi gość, który twierdzi, że uratował starszą panią. Naczelnik potwierdza, że generalnie to racja. Uratował, bo przestał ją okładać kijem baseballowym, kiedy oddała torebkę. Każdy ma widocznie swój świat. Leszek Miller też.


Paweł Ławicki




Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach