Środa, 23 V 2012 r.
Nr 73/2012 (1293)
indeks alfabetyczny |
A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  R  S  Ś  T  U  W  V  Z  Ź  Ż 
wydanie z wybranego dnia | najczęściej czytane | najlepiej oceniane | zmień rozmiar czcionki | terminy i wydarzenia | kanał RSS
 


18 marca 2008 r.

Jest bezrobocie? Nie ma bezrobocia

Małe dziecko uwielbia bawić się w „jest, nie ma”. Śmiechu przy tym co niemiara. Wystarczy kawałek szmatki. Narzucamy na głowę i nas nie ma. Ściągamy i już jesteśmy. Potem dziecko wyrasta i zaczyna się dziwić, co śmiesznego mogło być w chowaniu głowy pod ręcznik czy poduszkę. Na szczęście nie wszyscy dorastają do samego końca. Są jeszcze ludzie dzieckiem podszyci. Tacy przecierają nowe szlaki, nowe sposoby myślenia, pamiętają, że kiedy wciągniemy czapkę na oczy, to nas nie ma.

Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.

R E K L A M A

Na przykład Michał Boni. Tyle lat w polityce, wydawałoby się poważny człowiek, a tu proszę — dziecko się rozpycha w nim łokciami. Ostatnio ze zdumieniem odkrył, że bezrobotni nie zapisują się do powiatowego urzędu pracy w poszukiwaniu pracy, tylko w poszukiwaniu świadczeń socjalnych, a nawet, kruca bomba, żeby mieć ubezpieczenie zdrowotne, czyli darmowy szpital. Darmowy dla nich, bo płacony przez budżet za pośrednictwem powiatowego biura.

Pamiętam, jak się czułem, kiedy dotarło do mnie, że ludzie w Australii nie chodzą do góry nogami. Podobnie pewnie czuł się minister Boni, kiedy odkrył, do czego służą PUP-y. Odkrycie wiekopomne, które zszokowało co ważniejszych urzędników Ministerstwa Pracy. Większość z nas wzruszy ramionami, uśmiechnie się na myśl o naiwności aparatu. Ale prawdziwy odkrywca pójdzie krok dalej. Prawdziwy odkrywca sięgnie w głąb siebie, dziecko w sobie obudzi i wymyśli sposób na zmniejszenie bezrobocia.

Podążmy tropem doradcy Boniego i urzędników Ministerstwa Pracy: skoro bezrobotny idzie do PUP-u po świadczenia, nie po robotę, to….. to….. brawo! Wystarczy zrobić tak, żeby za bezrobotnego PUP ubezpieczenia nie zapłacił i bezrobotny zainteresowany już nie będzie, ergo, liczba bezrobotnych się zmniejszy dramatycznie, bo po co być bezrobotnym, kiedy składki nie płacą.

Hola, zaprotestuje ktoś. Przecież skoro bezrobotny ogólnie jest bez kasy i ubezpieczenia nie płaci, to znaczy, że jest nieubezpieczony, czyli nie zapłaci za pobyt w szpitalu, kiedy jednak betoniarka na czarno pracująca przytrzaśnie mu nieubezpieczoną nogę.

Tu dochodzimy do sedna nielinearnego sposobu na zmniejszenie bezrobocia w połączeniu z nowoczesną opieką socjalną. Bezrobotny za składkę nie zapłaci, PUP nie zapłaci, a bezrobotny ubezpieczony będzie. Cud Tuska? Pozornie. Zapłaci ktoś inny. Kto?

Niespodzianka. Za bezrobotnego zapłaci gmina albo pomoc społeczna. Czyli my. Kiedy składkę płaci PUP, też płacimy my — podatnicy. To bardzo piękna idea jest, którą ludowy poeta spod Murzasichla pewnego majowego poranka 1896 roku określił słynnym dwuwierszem: „Zamienił stryjek siekierkę na kijek”.

Napracował się Michał Boni, hej, narobili się w Ministerstwie Pracy. Niczym ten robotnik (na etacie oczywiście), który zaiwaniał z pustą taczką po budowie. Na pytanie, dlaczego biega z pustą taczką, odparł, nie zwalniając: — Panie, tu taki zapiernicz, że nawet nie ma kiedy taczki załadować.

W całej układance nie rozumiem jednego: jak zmiana płatnika ubezpieczenia zdrowotnego bezrobotnego wpłynąć ma na realne zmniejszenie bezrobocia? Widocznie sporo się jeszcze muszę uczyć.

Paweł Ławicki




Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach