25 maja 2007 r.
W czwartek po raz pierwszy od rozpoczęcia konfliktu użyto struktur siłowych. Minister spraw wewnętrznych Wasyl Cuszka wykorzystał podległe sobie oddziały specjalne Berkut, które wtargnęły do siedziby prokuratury generalnej. Był to protest przeciwko odwołaniu przez prezydenta prokuratora generalnego Swiatosława Piskuna.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
Zachowanie ministra spraw wewnętrznych spowodowało reakcję ministra obrony Anatolija Hrycenki, który poinformował o możliwości użycia armii przez prezydenta Juszczenkę. Hrycenko przypomniał, że prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych.
Prezydent Wiktor Juszczenko wykluczył jednak możliwość użycia siły. Podkreślił, że konflikt powinien zostać rozwiązany za pomocą rozmów politycznych. — Niedopuszczalne jest ingerowanie struktur siłowych, w tym również sił zbrojnych, w rozwiązanie kryzysu bez rozkazu zwierzchnika sił zbrojnych, prezydenta Ukrainy, i przy braku podstaw prawnych — powiedział Juszczenko.
Obie strony oskarżają się o próbę zamachu stanu. Kryzys zaczął się, gdy prezydent odwołał w czwartek rano prokuratora generalnego. Powodem było naruszenie konstytucji, która nie zezwala na łączenie mandatu deputowanego z funkcją prokuratora. Piskun twierdzi, że złożył mandat, a prezydent złamał prawo. Na wieść o dymisji pod siedzibę prokuratora udali się deputowani koalicji rządzącej. Wasyl Cuszka, minister spraw wewnętrznych, wysłał na miejsce oddziały specjalne Berkut, które rozpoczęły okupację budynku prokuratury. Prezydent Juszczenko utrzymuje, że odwołanie prokuratora generalnego jest jego niezbywalnym prawem. Przedstawiciele koalicji rządzącej twierdzą, że odwołanie jest zemstą za krytykowanie prezydenckiej decyzji o odwołaniu sędziów Sądu Konstytucyjnego.
Kryzys zmusił premiera Janukowycza do powrotu z Krymu do Kijowa. Na nadzwyczajnym posiedzeniu rządu premier oskarżył otoczenie Juszczenki o wywoływanie konfliktów. — Nieodpowiedzialne działania urzędników z otoczenia prezydenta Ukrainy wobec prokuratury generalnej stały się iskrą, która doprowadziła do takiego rozwoju wydarzeń. Rząd nie dopuści do anarchii i wojny domowej — powiedział premier.
Obecna sytuacja jest patowa. Żadna ze stron nie może osiągnąć zdecydowanej przewagi, a od wielu tygodni trwają bezowocne negocjacje premiera i prezydenta w sprawie ustalenia daty wcześniejszych wyborów parlamentarnych. Według prezydenta Juszczenki obecność żołnierzy w konflikcie zdecydowanie oddala osiągnięcie kompromisu.
Obie strony konfliktu pośpiesznie ściągają do Kijowa swoich zwolenników. W najbliższym czasie możemy oczekiwać nowej eskalacji protestów ulicznych.
(IAR, M.G.)
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach