11 października 2007 r.
Ludwik Dorn napisał do mnie list. List zaczyna się od powitania „Szanowny Panie Wykształciuchu” .Na listy trzeba odpowiadać. To i odpowiadam.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
Szanowny Panie Marszałku
Pytałem Mamy – zna Pana tylko z telewizji, proszę się więc nie obrazić, ale nie jest Pan moim ojcem. Ani duchowym, ani społecznym, ani w ogóle. Nie odkrył mnie Pan również w żadnym sensie. Nazwał mnie Pan i mnie podobnych wykształciuchem, bo chciał nas Pan obrazić. Ale nie obraził mnie Pan, tylko rozbawił. To dlatego wykształciuch tak szybko wrósł w tkankę języka polskiego. Za to dziękuję. Nigdy za dużo mięsistych wyrażeń w naszym wspólnym języku.
Szanowny Panie
Nie musi się Pan czuć odpowiedzialny za moje decyzje. Podejmowałem je zawsze sam. Nad urną wyborczą również. To, na kogo zagłosuję jest moją sprawą i nic Panu do tego. Zwalniam więc Pana z odczuwania bólu i empatycznego wczuwania się w moją przedwyborczą gorączkę. Jam jest milion i cierpię za miliony? To co Pan nazywa troską jest co najwyżej swoistą odmianą politycznej megalomanii.
Zwracam Panu uwagę, że odrobinę Pan sobie zaprzecza w swoim liście – skoro poczuwa się Pan do mojego ojcostwa, to nie może Pan pisać że jestem osieroconym dzieckiem. Co z Pana za ojciec w takim razie? Zresztą na ten fragment listu nie odpowiem, bo widocznie „Wielka Zmiana wyrwała mnie z zakresu, dynamiki i głębi z mojej dotychczasowej grupy i układu odniesienia” No, po prostu nie zrozumiałem tej pseudofilozofii mętniejszej niż u Pana Cohello. Widocznie nie ta uczelnia tytuł mi zalegalizowała. Nie wiem też, dlaczego nazywa mnie Pan Bezprzydziałowym Wykształciuchem. Pisze Pan do mnie: ”Wybrał Pan świat społecznej i aksjologicznej pustki, bo pustkę łatwo zapełnić samemu. Ufundował Pan swoją sprawę na nicości, bo łatwo zostać cesarzem niczego”. Skąd Pan to wie? Skąd Pan tam, daleko w Warszawie wie, że wokół mnie nicość i pustka? Powiem coś Panu – Pan naprawdę jest megalomanem. Który na dodatek nie ma zielonego pojęcia o wartościach moich i tysięcy takich jak ja.
Nie czuję się oszukany. I nie wmówi mi Pan tego. Jestem obywatelem Unii, mam w szufladzie paszport. Mogę źle mówić o rządzącej partii i nie wsadzają mnie do więzienia. Moje dzieci mogą się uczyć tam, gdzie chcą. Mam prawo obśmiewać absurdy naszej rzeczywistości i dostaję jeszcze za to pieniądze w zaprzyjaźnionej redakcji. Płacę za wysokie podatki i mogę się na to denerwować. Mogę głosować lub zostać w domu. Czy Pan tego chce, czy nie – jestem wolny. I nie Pan ani Pańscy przyjaciele, co ukradli księżyc, daliście mi tę wolność.
Tak. Ma Pan rację – pracujemy ciężko i czasem ręce opadają. Ale nie dlatego, że dopiero teraz Wy – posiadacze patentu na prawo i sprawiedliwość dopiero teraz macie możliwość rozwalenia Układu. Pana Partia nie ujawniła „niewidzialnych barier”. Pana partia je kreuje. By mówić potem o ich usuwaniu. Mówić, nie usuwać. Pisze Pan o „twardej i realnej umowie”. Jakie twarde i realne umowy potraficie zawierać przekonał się Pański do niedawna kolega Andrzej Lepper i Roman Giertych. Wyświstaliście ich panowie na perłowo.
Dalej Pan pisze coś, czego nie powinien nawet pomyśleć: „Po drugie, zwracam się o Pański głos, bo sądzę, że zawsze woli Pan być po stronie silniejszych batalionów, a silniejsze bataliony ma moja partia”. Przesadził Pan. I to mocno. Zna Pan przysłowie „ lepiej z mądrym stracić, niż z głupim zyskać”? Potrafi Pan sobie wyobrazić, że są ludzie, dla których buta i pozorna siła nie jest warunkiem koniecznym i wystarczającym do przystępowania gdziekolwiek? Gdzie Pan był, kiedy największą siłą była Polska Zjednoczona Partia Robotnicza? Tam? Nie. Wtedy był Pan w mniejszości, która postanowiła zmienić nasz lokalny świat. Za to wielkie dzięki. Dziś namawia mnie Pan do politycznego wygodnictwa i konformizmu na którym wiele lat PZPR zbijał polityczny i społeczny kapitał. Brzydko. Gdyby tak powiedział Aleksander Kwaśniewski – nie dotknąłby mnie w ogóle. Pańska szpila trochę zakłuła. Od faceta, który miał odwagę być w mniejszości, kiedy było to naprawdę niebezpieczne oczekuje się jednak innej postawy.
Pisze Pan, że dziś sukces to wy. Jaki sukces? Co to jest sukces? Konieczność przyśpieszonych wyborów i nieudana prowokacja wobec Leppera? Pamięta Pan jak cieszył się Leszek Miller, kiedy kilka lat temu mówił właściwie to samo?
Dlatego bardzo Panu dziękuję za list i odpowiadam: Nie będę zaciskał zębów, żeby głosować na PiS. Szkoda szkliwa. Dobry dentysta trochę kosztuje. Za polecenie lektury jednak dziękuję. Mądrych przypowieści nigdy dość. Z tej samej książki polecam Panu opowieść o budownictwie społecznym, czyli źdźble w oku sąsiada. Zna Pan?
Z poważaniem
Paweł Ławicki
Wykształciuch
P.S. Cieszę się, że Saba nie pogryzła mebli.
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach