2 sierpnia 2007 r.
— Tyle rzeczy jest zabałaganionych (…). To tak wygląda troszkę jak prowadzenie kiepskiego PGR-u za PRL-u — tak w radiowych „Sygnałach Dnia” sytuację w Ministerstwie Rolnictwa ocenił Wojciech Mojzesowicz, który objął resort po odwołaniu Andrzeja Leppera. Zdaniem ministra, w resorcie jest wiele opóźnień i zaniedbań.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
— Po tych dwóch dniach chcę powiedzieć, że tyle rzeczy jest zabałaganionych. To, co ja z zewnątrz obserwowałem, to już nie jest to rolnictwo przed 2004 r., które zależało tylko od decyzji rządu polskiego. Dzisiaj są sprawy, na przykład Agencja Restrukturyzacji – wielkie zaniedbania, tam terminy gonią i nie ma możliwości, żeby po czasie cokolwiek zrobić. Jest system informatyczny, który jest zabałaganiony, zatrudniono trzystu ludzi, dodatkowo w Agencji Restrukturyzacji brak jest informatyków, którym trzeba było dobrze zapłacić, żeby prowadzili to wszystko. (...) Po analizie dwudniowej chcę powiedzieć, że to tak wygląda troszkę jak prowadzenie kiepskiego PGR-u za PRL-u — podkreślił gość Programu Pierwszego Polskiego Radia.
Pytany o pracę swego poprzednika, stwierdził, że Andrzej Lepper większość czasu poświęcał na działania niezwiązane z funkcjonowaniem ministerstwa. — 95 proc. czasu było poświęcone poza resortem, a 5 proc. dla resortu — oszacował. Dodał, że postara się „to nadrobić”.
Według Mojzesowicza, szczególnie zła sytuacja panuje w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, gdzie zatrudniono wielu niekompetentnych ludzi, zaniechano potrzebnych działań i gdzie są poważne opóźnienia dotyczące m.in. tworzenia systemu informatycznego.
— Straszne rzeczy się działy, jeśli chodzi o zaniechania, dlatego że systemy informatyczne, które są niezbędne do funkcjonowania tej instytucji, rozpisywane przetargi (…) są bardzo opóźnione. W związku z tym, ten miesiąc jest miesiącem decydującym i niedobrze, że przyszedłem, ale dobrze, że mamy szansę jeszcze to odwrócić — zaznaczył minister.
Wojciech Mojzesowicz powiedział, że do Agencji trafiło trzysta osób z Samoobrony. Przyznał też, że zostały tam zatrudnione osoby z rodziny wicepremiera Przemysława Gosiewskiego, ale — jak podkreślił — mają one kompetencje do pracy w resorcie. Minister dodał, że przy zatrudnianiu do ministerstwa będzie chciał sięgnąć po absolwentów polskich uczelni rolniczych.
— Musimy zatrudniać ludzi dobrze przygotowanych. (…) Mamy świetne uczelnie rolnicze, jedne z najlepszych w Europie, i dziwną jest rzeczą, że ludzie po studiach rolniczych czekają w kolejce, a zatrudniani są ludzie bez przygotowania na miejsca dla fachowców — zwrócił uwagę Mojzesowicz.
Nowy szef resortu rolnictwa nie chciał przewidywać, jaka przyszłość czeka koalicję rządową. Ewentualne zerwanie koalicji — jak stwierdził — leży w gestii premiera lub przewodniczących LPR i Samoobrony. Wyraził jednak nadzieję, że chociaż część przedstawicieli Samoobrony „wyzbędzie się koniunkturalizmu" i w imię dobra państwa będzie wspierało obecny rząd.
Zapytany o dalsze losy Andrzeja Leppera, Mojzesowicz oświadczył: — Myślę, że Andrzej Lepper ma jeszcze szansę, żeby poprzeć ten rząd i wykazać, że jest politykiem, któremu zależy na polskim rolnictwie i na Polsce.
— Można godnie, nawet po tych problemach, wspierać to, co mądre w państwie lub można zachowywać się do końca nieracjonalnie — podsumował.
(M.S.)
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach