Poniedziałek, 27 II 2017 r.
Nr 34/2017 (2164)
indeks alfabetyczny |
A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  R  S  Ś  T  U  W  V  Z  Ź  Ż 
wydanie z wybranego dnia | najczęściej czytane | najlepiej oceniane | zmień rozmiar czcionki | terminy i wydarzenia | kanał RSS
 


11 sierpnia 2010 r.

Najlepsze te małe kina

Lokalne kina padają jak muchy, donosi Dziennik Gazeta Prawna. Przyczyną mają być kinowe molochy, czyli multipleksy. Z pozoru to prawda. Powstaje nowoczesne kino z kilkoma klimatyzowanymi salami, wygodnymi fotelami i doskonałym nagłośnieniem. Repertuar zawsze jakiś jest, popcorn też. A przy okazji jeszcze zakupy za jednym zamachem w centrum handlowym można zrobić. Bez wątpienia multipleksy namieszały sporo w kinowej rzeczywistości i pośrednio są przyczyną wykrwawiania mały, lokalnych kin. Ale jest jeszcze drugie dno. Dystrybutor. To on jest bezpośrednio odpowiedzialny za śmierć małych kin. I na dodatek trudno mieć o to pretensje. Oto kilka przyczyn, dla których kino wielosalowe na starcie wygrywa z maluszkami.

Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.

R E K L A M A

1. Kino to biznes. Bardzo dobry biznes. Do tego dość bezlitosny. Film musi zarobić. Na jeden wartościowy artystycznie film, powstaje ze sto produkcji, które delikatnie można nazwać knotem. Knot też musi zarobić. Dzięki potężnej machinie promocyjnej, o dziwo zarabiają. Pracownicy dystrybutora debilami nie są. Potrafią odróżnić przebój od porażki. I dlatego sprzedają filmy w pakietach. Jeden przebój, plus dwa kity, na przykład. Multipleks knota puści w małej sali i coś tam dla dystrybutora jest w stanie od widza wyciągnąć, małe kino na premierze zarobi, ale potem przez trzy tygodnie musi ciągnąć ogon strat, a ludzie się irytują i ostatecznie do centrum kinowego jadą.


2. Kino to biznes. Bardzo dobry biznes. Do tego dość bezlitosny. Film musi zarobić. Dlatego kopia filmu trafi najpierw tam, gdzie ma szansę zarobić jak najwięcej. Najwięcej zarabia się na premierze i pierwszych dwóch, trzech tygodniach dystrybucji. 50% ceny biletu trafia do dystrybutora. A ten potrafi dobrze liczyć i kopie daje tam, gdzie są pieniądze a nie nastrój. Dopiero jak multipleksy zgarną śmietankę, film trafia na rynek kategorii „B”, czyli do kin jednosalowych. A tam ludzie przychodzą i marudzą, że na popłuczyny chodzić nie będą, w wyniku czego właściciel kina dowiaduje się, że wynik sprzedaży słaby i z kategorii „B” kino spada jeszcze niżej.


3. Kino to biznes. Bardzo dobry biznes. Do tego dość bezlitosny. Film musi zarobić. Trawestując Jacka Fedorowicza, kto ma dobry film, ten ma władzę. I dlatego umowy z dystrybutorem są dość jednostronne. Z dystrybutorem się nie dyskutuje, tylko całuje w rączkę i bierze Shreka 7 na miesiąc albo dłużej z obowiązkiem pięciu seansów dziennie i zakazem puszczania w tym czasie innego filmu. Które niewielkie kino to wytrzyma?


4. Kino to biznes. Bardzo dobry biznes. Do tego dość bezlitosny. Dystrybutorzy niechętnie dzielą się rynkiem. Skoro puszczasz przebój konkurencji, my ci nie damy za karę naszego – słyszą właściciele kin jednosalowych. Jak dobrze żyć z pracownikami średniego szczebla wszystkich koncernów i nie palić mostów, to pytanie spędza sen z powiek wielu właścicielom i kierownikom kin.


5. Kino to biznes. Bardzo dobry biznes. Do tego dość bezlitosny. Film musi zarobić. A zarobek, to nie tylko zysk, ale również cięcie kosztów dystrybucji. Dlatego dystrybutorzy stają na głowie, by kino cyfrowe ( niekoniecznie 3D) jak najszybciej stało się standardem. Logistyka dostarczania kopii analogowych do kin jest droga i skomplikowana. Produkcja takich kopii też. Kopię cyfrową już niedługo będzie można przesłać Internetem, a jej wyprodukowanie zajmuje tyle czasu ile skopiowanie pliku z dysku na dysk. Już teraz niektóre nowości są tylko na kopiach cyfrowych. Kto nie ma drogiego sprzętu, wypada z gry. A po cholerę kupować sprzęt za pół miliona, jak i tak ciężko cokolwiek wyrwać u dystrybutora? Błędne koło.


6. Kino to biznes. Bardzo dobry biznes. Do tego dość bezlitosny. Film musi zarobić. Pytanie, czy musi zarabiać w każdym mieście powiatowym? Dystrybutorom jest to najzupełniej obojętne. Byle kasa się zgadzała. Multipleksy są tylko i wyłącznie konsekwencją strategii dystrybucji filmów. Gdyby nie istniały, dystrybutorzy szybko by je wymyślili.

Paweł Ławicki



Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach