Czwartek, 24 V 2012 r.
Nr 74/2012 (1294)
indeks alfabetyczny |
A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  R  S  Ś  T  U  W  V  Z  Ź  Ż 
wydanie z wybranego dnia | najczęściej czytane | najlepiej oceniane | zmień rozmiar czcionki | terminy i wydarzenia | kanał RSS
 


7 lutego 2008 r.

Nieregularny kurs polityki: sens sensu

Julia Pitera nie ma łatwego życia. Od czasu kiedy napisała raport dla premiera na temat CBA, posłowie PiS-u nie dają jej spokoju. Imienniczka premier Ukrainy twarda jednak jest nie miętka i zwodzi przeciwników niczym zając w zagonie kapusty. Z lekkością primabaleriny definiuje pojęcia w zależności od własnych potrzeb.

Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.

R E K L A M A

Oto próbka niezwykłej kreatywności pani minister: — Raport to dokument roboczy napisany na prośbę premiera. Nie wynikał z nałożonych na mnie obowiązków. Nie ma więc tytułu, klauzuli ani podpisu.

Jaki wniosek płynie z tej wypowiedzi dla wszystkich ślęczących nad raportami w swoich miejscach pracy? Że raportów, czyli dokumentów roboczych, nie trzeba podpisywać, szczególnie jeżeli są wykonane na prośbę (czytaj: polecenie) przełożonego. Ba, nie muszą się nazywać w ogóle. Po prostu mogą sobie być i już. Można tak wnioskować, ale byłby to wniosek błędny, bo Julia Pitera stwierdza na koniec wywodu: — To w sensie prawnym nie jest dokument. W sensie sensu stricto brzmi to rozsądnie, pomimo że sensu nie ma, ale nie ma sensu w sensie sensu, bo w sensie prawnym wszystko przecież jest w porządku. W sensie prawnym minister polskiego rządu wykonuje kawał roboty na prośbę swojego szefa, po czym rzuca mu na biurko zbiór kartek bez tytułu i podpisu, a zabiegany Donald Tusk nie ma pojęcia, kto mu to podrzucił. Na wszelki wypadek nie czyta i wrzuca do niszczarki, bo mógł to napisać Jacek Kurski albo jeszcze gorzej — Antoni Macierewicz. I to jest jedyne wytłumaczenie, dlaczego opozycja nie zobaczy raportu Galla Anonima znanego jako Julia Pitera.

Ponieważ wykładnia pojęć zaprezentowana przez panią Julię Piterę być może jest zgodna z tak zwaną kobiecą logiką, która w sensie formalnym przecież nie istnieje, podobnie jak logika męska, ale w sensie życiowym występuje bardzo często, przypomnijmy sobie definicje niektórych pojęć w sensie słownikowym (za internetowym słownikiem PWN: http://sjp.pwn.pl):

Dokument — pismo urzędowe, dowód stwierdzający czyjąś tożsamość, materiał w postaci tekstu, fotografii lub jakikolwiek przedmiot, mający wartość dowodową lub informacyjną, film dokumentalny.

Raport — sprawozdanie z jakichś prac lub relacja o stanie czegoś, ustne lub pisemne doniesienie o czymś zwierzchnikowi lub instytucji nadrzędnej.

Podpis — potwierdzenie pisma przez napisanie na nim własnego nazwiska.

Sens — właściwe, zgodne z prawidłowym myśleniem lub z rozsądkiem znaczenie czegoś.

Kot — zwierzę domowe o miękkiej sierści, długim ogonie, długich wąsach i łapach zakończonych pazurami.

Bicie kotka za pomocą młotka — czynność bez sensu (nawet w sensie prawnym) polegająca na udowadnianiu, że, pracując w Urzędzie Rady Ministrów, można nie podpisywać dokumentów, skoro bez podpisu dokumentami nie są.

Na prośbę redaktora naczelnego napisał Paweł Ławicki, w sensie autor




Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach