Piątek, 21 VII 2017 r.
Nr 114/2017 (2244)
indeks alfabetyczny |
A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  R  S  Ś  T  U  W  V  Z  Ź  Ż 
wydanie z wybranego dnia | najczęściej czytane | najlepiej oceniane | zmień rozmiar czcionki | terminy i wydarzenia | kanał RSS
 


19 lipca 2010 r.

O Adamie stolarzu, czyli o tym, że czasem warto nie przyjąć zlecenia, nawet jeżeli prosi cię o to twój własny syn

Adam był zdolnym stolarzem. Ostatnio największe pieniądze zarabiał na stylizowanych meblach. Pracy miał sporo, zamówienia spływały, żaden mebel nie stał w magazynie. Można powiedzieć, że Adam w ogóle miał szczęście. Zaradna żona, dorastający syn nie sprawiający żadnych kłopotów. Ba, mało kto może pochwalić się tak zdolnym, wysportowanych i doskonale ułożonym synem. Jeszcze harcerzem na dodatek. Kiedy Adam był nastolatkiem harcerstwo było o wiele popularniejsze. Dziś mniej, ale Tomkowi (tak miał na imię) wcale to nie przeszkadzało. Kiedy spadł Samolot, drużyna Tomka jako jedna z pierwszych pełniła wartę honorową przy Pałacu. Pilnowali zniczy, porządkowali kwiaty, sprzątali.

Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.

R E K L A M A

Tak trzeba, mówił Adamowi, kiedy wpadał na chwilę do domu, przespać się kilka godzin. Adam nawet nie zastanawiał się chwili, gdy Tomek poprosił go o zrobienie krzyża. Klient z Niemiec może poczekać dwa dni dłużej.

 

Zrobił piękny krzyż. Za darmo. Doskonały w każdym detalu. Stabilny, proporcjonalny. Żeby chłopaki nie połamali kręgosłupów przy dźwiganiu go pod Pałac, Adam krzyż zrobił tak jak się robi meble do samodzielnego montażu – na stabilne zamki. Cztery ruchy, klik,klik i krzyż wyglądał jak wyrzeźbiony z jednego kawałka dębu. Dostał nawet podziękowania od drużyny Tomka. Wisiały teraz w biurze.


Krzyż stał już kilka miesięcy. Żadne deszcze nie były w stanie mu zaszkodzić, Adam go doskonale zaimpregnował. Raz na kilka, kilkanaście dni przechodząc koło Pałacu zatrzymywał się, by sprawdzić, czy z krzyżem wszystko gra. Tak jak na biblioteczki dawał dożywotnią gwarancję, tak samo poczuwał się do serwisowania krzyża, który w międzyczasie stał się Krzyżem. Dziś jak ostatnio, wszystko było w porządku. Żadnego pęknięcia, żadnej ryski, co Adam zauważył z dużą satysfakcją. Wokół krzyża zawsze było sporo ludzi, niektórzy klękali, inni przystawali na chwilę. Ktoś zapalał znicz, ktoś kładł wiązankę. Z boku Adam mógł wyglądać jak jeden z zadumanych nad tragedią mieszkańców Warszawy. Pewnie dlatego, to do niego podeszła dziennikarka Polskiego Radia.


- Jak pan myśli – zapytała – Czy pańskim zdaniem ten krzyż będzie można usunąć z terenu Pałacu?


Adam został wyrwany ze środka swoich stolarskich myśli. Dziennikarka była młoda i sympatycznie się uśmiechała.


- Usunąć? Bez problemu – podszedł do krzyża a dziennikarka za nim – Tu są takie specjalne zamki. Wystarczy przekręcić w lewo. O ,klik, następny, klik i jeszcze ten i ten, klik, klik i proszę bardzo, krzyża nie…….


- Ludzie, krzyżobójca! Nie damy krzyża Platformie i komunistom z SLD, jeszcze Polska nie zginęła!


Adam nie zdążył pokazać jak proste jest rozmontowanie a następnie złożenie ponowne krzyża, który powstał w jego warsztacie. Kiedy się odwrócił, zobaczył tuż przed sobą wykrzywioną w ogromnej złości twarz starszego mężczyzny, podnoszącego solidną, mahoniową laskę. „Kiedyś takie robiłem”, przemknęło mu przez głowę, zanim zobaczył ciemność.


Gdy się obudził zobaczył anioła. Anioł patrzył troskliwie w oczy Adama. Na kieszonce kokieteryjnie rozpiętego kitla anioła Adam z wysiłkiem odczytał napis „Szpital św. Józefa. Odział chirurgii urazowej”.


Paweł Ławicki




OPINIE UŻYTKOWNIKÓW


Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach