11 lipca 2007 r.
Odwołanie wicepremiera Leppera było skutkiem prowadzonej od stycznia ściśle tajnej akcji CBA. Funkcjonariusze podrabiali dziesiątki dokumentów i przygotowali prowokację, wszystko po to, aby złapać dwóch łapówkarzy, a przy okazji udowodnić korupcję Andrzejowi Lepperowi — piszą „Dziennik” i „Rzeczpospolita”.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
Jak dowiedziała się „Rz", CBA udało się przekonać bliskiego współpracownika szefa Samoobrony, że podstawiony oficer jest biznesmenem planującym olbrzymią inwestycję. Zależało mu na odrolnieniu ziemi, dzięki czemu miał zyskać przebitkę kilkuset procent. Tymczasem cała dokumentacja w tej sprawie od początku do końca została spreparowana przez CBA. Funkcjonariusze do zbierania materiałów użyli najnowszych technik operacyjnych, w tym latającej bezzałogowej maszyny naszpikowanej kamerami i mikrofonami.
Operacji nie udało się doprowadzić do końca, ponieważ wójt gminy Mrągowo przez przypadek odkrył, że ktoś sfałszował jego pieczątkę. O tym, że wniosek wójta, opinia z urzędu marszałkowskiego, izby rolnej, a nawet pismo proboszcza są sfałszowane — pisze „Metro".
Wicepremier wymknął się z sideł zastawionych na niego przez CBA. Przez ostatnie dni trwał prawdziwy najazd funkcjonariuszy na resort rolnictwa. Drzwi do gabinetu Leppera zostały zaplombowane. Śledczy obawiali się, że będą stamtąd wynoszone dokumenty.
Z informacji „Dziennika" wynika, że o akcji wiedział premier Jarosław Kaczyński. Zgodę na nią, co wynika z przepisów ustawy o CBA, musiał wydać prokurator generalny.
Tymczasem według „Życia Warszawy" jeden z podejrzanych w toczącym się śledztwie, Andrzej K., przyznał się do winy. Okazją do zrobienia złotego interesu miało być odrolnienie 39 hektarów we wsi Muntowo nad jeziorem Juksty. To grunt rolny warty dziś ok. 1 mln złotych. Przekształcony na budowlany natychmiast zyskuje na wartości — lekko licząc, jego cena wzrasta do 10 mln zł. Interes na przekształceniu ziemi chcieli zrobić Piotr R., doradca Leppera, i Andrzej K., prawnik i znajomy R., ponieważ dotarły do nich informacje, że właściciel gruntu chciałby postawić na nim luksusowe osiedle — pisze „ŻW".
Mózgiem przedsięwzięcia miał być Piotr R. To on wkradł się w łaski wicepremiera i został jego doradcą. To on prosił Leppera o pomoc w załatwieniu sprawy. Drugi z podejrzanych, Andrzej K., Leppera nie znał osobiście. Jednak — wraz z Piotrem R. — podjął się pośrednictwa w załatwieniu sprawy.
Jak wynika z informacji „ŻW", na to konto miał nawet przyjąć od właściciela ziemi znaczną kwotę pieniędzy i telefon komórkowy wart kilka tysięcy zł. Choć obaj podejrzani sugerują, że część łapówki miała trafić do Andrzeja Leppera, to — jak wynika z informacji „ŻW" — CBA nie ma bezpośrednich dowodów wskazujących na korupcję wicepremiera.
W mediach nie ustają komentarze na temat afery i powodów, którymi kierował się Jarosław Kaczyński, kolejny raz dymisjonując swojego wicepremiera i narażając koalicję na szwank.
Zdaniem polityka Lewicy i Demokratów Jana Lityńskiego premier nie obawia się wcześniejszych wyborów, a raczej do nich dąży. „W swoim planie politycznym bierze oczywiście pod uwagę możliwość trwania w koalicji z LPR i Klubem Samoobrony, ale ta opcja jest — moim zdaniem — tymczasowa. Dla Kaczyńskiego, który politykę traktuje jako zarządzanie od kryzysu do kryzysu, nadszedł prawdopodobnie ostatni dogodny moment, by zmobilizować swój elektorat. Nikt nie jest już w stanie stwierdzić, na ile wyborcy uwierzą i kolejny raz dadzą się porwać liderowi PiS, gdyż mają już święte prawo poczuć się zmęczeni czy wręcz zniechęceni obecną koalicją. I Jarosław Kaczyński dobrze o tym wie" — pisze Lityński na łamach „Rzeczpospolitej".
Według Bronisława Wildsteina zarzuty wobec Leppera są prawdziwe, choć niewątpliwie ujrzały światło dzienne w momencie dogodnym z punktu widzenia planów Jarosława Kaczyńskiego. „Pomówieniem jest oskarżanie zarówno CBA, jak i premiera o intrygę, która miałaby skompromitować Leppera. Niestety, w obecnym klimacie zimnej wojny domowej pomówienia te pojawiają się już i to nie tylko ze strony opozycji, ale i niechętnych rządowi mediów. Formułować je o tyle łatwiej, że zarzuty pod adresem lidera Samoobrony są dziś na rękę Jarosławowi Kaczyńskiemu. Usunięcie go z rządu jest ostatnim aktem rozprawy z tym populistycznym politykiem. PiS zamierza wchłonąć wyborców Samoobrony i to niezależnie od tego, czy w końcu rozpadnie się ona i część jej działaczy odejdzie od Leppera, czy przewodniczącemu uda się zachować spoistość swojej partii" — czytamy na blogu Wildsteina.
Na swoim blogu Marek Siwiec pisze: „Andrzej Lepper stał się ofiarą własnej próżności i arogancji, dając się wciągnąć premierowi w pułapkę władzy. Wywijał szabelką, nie dbając zupełnie o to, co się dzieje wokół niego. A tymczasem ludzie premiera pracowali. Może się okazać, że w ramach «pożerania» koalicjantów właśnie teraz spożywany jest największy kęs".
Nie brakuje też głosów, że afera korupcyjna w Ministerstwie Rolnictwa została rozdmuchana właśnie teraz, aby „przykryć" bezradność rządu w starciu z protestami pracowników służby zdrowia. „Tymczasem odkładane są rozwiązania spraw społecznych. Ochrona zdrowia zostanie poświęcona na ołtarzu bieżącej polityki. Ustawa o finansach publicznych została zdjęta z obrad Sejmu" — pisze lider PSL Waldemar Pawlak.
Niezależenie od motywów postępowania premiera i wyników śledztwa zdymisjonowanego ministra rolnictwa ktoś musi zastąpić. Według „Super Expressu" najpewniejszym kandydatem na to stanowisko jest Wojciech Mojzesowicz z PiS, jeden z bohaterów „taśm Beger". Mojzesowicz opuścił klub PiS na początku czerwca br. Mówił wtedy, że nie może się godzić na „szkodliwe rządy Samoobrony na wsi". Ostateczną decyzję w sprawie nominacji Mojzesowicza premier ma podjąć do końca tygodnia.
(A.P.)
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach