13 października 2009 r.
Korytarze tajemniczo puste. Zwykle o tej porze gwar, kolejka do automatu z kawą, komórki. Dziś cisza. Gdzieś za drzwiami zapiszczał faks. Skończył się papier. Jarzeniowe światło wyostrzało załamania klatki schodowej.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
- Gdzie oni kurna są? – zastanawiał się elegancko ubrany człowiek. Z daleka wyglądał na szefa. – Już dziewiąta i nikogo nie ma – irytował się półgłosem.
Zajrzał do stołówki, co było bez sensu, bo o tej porze w stołówce tylko pani Hela odwracała stoły z blatów na nogi.
- Gdzie są wszyscy? – zapytał. Pani Hela spojrzała jak na wariata, wzruszyła ramionami i energicznie zanurzyła mopa w wiadrze.
- Cholera, co jest grane? – tarł czoło w drodze do sekretariatu. Tam niestety też było pusto. Mógłby zadzwonić do ochrony, na dół, ale po pierwsze jak wchodził nie zauważył żadnego strażnika, po drugie nie znał numeru, bo od tego miał sekretarkę. Usiadł w skórzanym fotelu, gapiąc się w otępieniu w orzechowe biurko. Cisza był nieznośna. Słychać było wodę w kaloryferach. Nagle, do jego uszu dotarł leciutki szmer dobiegający z korytarza. Błyskawicznie wyskoczył zza biurka i zdążył dostrzec sylwetkę szybkim krokiem znikającą za zakrętem. Puścił się biegiem w tym samym kierunku. Kobieta, gdy spostrzegła, że ktoś ją goni, również rzuciła się do galopu. Ale w szpilkach nie uciekła daleko. Złapał ją przy windzie towarowej.
- Co jest grane? – wysapał.
- Ja nic nie wiem, jestem tu gońcem – zapłakała wystraszona dziewczyna.
- Gdzie są wszyscy? – wydusił przez ściśnięte zęby. W oczach błyszczała determinacja.
- Nnnnie wiemmmm – wyjąkała dziewczyna.
- Mów!- krzyknął
- Zwwwwolnił ich pan – powiedziało blade biedactwo.
- Jaaaa!???
- Pan.
- Jak to? Zwolniłem Mira i Zbycha, to pamiętam, ale reszta? – Donald oparł się o ścianę.
- Potem poszło już szybko – dziewczę wzięło oddech – W środę biegał pan po korytarzu i krzyczał „ Julka jesteś wylana, co się Radek gapisz, ty też, zabieraj tę swoją londyńską flegmę, nie podchodź Grzechu do mnie” i tak po kolei. Kto się nawinął, ten wylatywał.
- Jezu, nic nie pamiętam. Ten Jaro z Lechem mnie wykończą zanim zostanę prezydentem – westchnął premier – A sekretarka?
- Ze łzami wybiegła z pańskiego gabinetu, wzięła pudło z rzeczami i oddała identyfikator – dziewczyna była nieźle zorientowana.
- Ale dlaczego? To była super dziewczyna – premier wytrzeszczył ze zdumienia oczy.
- Ponoć powiedziała panu, że los premiera jest jak maszyna do hazardu – wykrztusiła goniec.
- A ja?
- A pan powiedział „woooooooooooooooonnnn!!!!!!”. Może było krócej, ale na pewno głośniej.
- Matko święta, nic nie pamiętam – premier usiadł w kucki przy ścianie. Dziewczyna ośmielona nieco siadła przy nim – A potem była jeszcze konferencja. Był pan tak blady, że cały róż z charakteryzatorni poszedł na pana.
- Boże, konferencja, byli dziennikarze? – wyszeptał premier.
- Pełna sala.
- I co?
- Na konferencji wszystkich pan wyrzucił. Wszystkich. Po kolei z imienia i nazwiska. Mówił pan trzeba przyznać spokojnie, tylko zęby pan miał zaciśnięte i pot trochę rozmywał makijaż.
- Co mówiłem? – bez emocji zadał kolejne pytanie premier.
- Że odnowa, że zedrze pan strupy z gangreny układów, że Platforma musi być czysta jak ręce chirurga, że pan jest skalpelem i żywym ogniem i do mięsa ale partia wyjdzie zwycięsko. Jakoś tak.
- Mówi pani wszystkich? – premier wstał i otrzepał spodnie.
- Wszyściuteńkich, do zastępcy dyrektora departamentu. Dokąd pan idzie? Panie premierze, panie premierze, panie Donaldzie, dokąd pan idzie? – premier zmęczonym krokiem szedł w stronę schodów.
- Do kasyna. Tylko to mi zostało, liczyć na szczęście w przyszłym roku – Donald wyjął kilka drobnych z kieszeni i machinalnie przeliczył.
Paweł Ławicki
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach