12 listopada 2007 r.
Lechowi Kaczyńskiemu nie podoba się język, którym posługuje się Donald Tusk. Określił go jako „obraźliwy i wysoce niefortunny”. Prezydent uważa także, że PiS jako partia opozycyjna będzie marginalizowane, a nawet szykanowane.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
Co prezydentowi „przeszkadza” w języku Donalda Tuska?
— Rozumiem, że w tej chwili Platforma ma pewne poczucie triumfu, to jest zrozumiałe, że poczucie osobistego sukcesu ma pan premier Tusk, też to jest zrozumiałe, natomiast ten język, który jest przez niego używany jest językiem, który bym określił jako wysoce bardzo niefortunny, bardzo często obraźliwy i też wynikający z tego, że pan premier dobrze wie, że ma olbrzymią przewagę w mediach, znaczy, że media obecne są niezwykle łaskawe dla Platformy Obywatelskiej — mówił prezydent w radiowych „Sygnałach Dnia".
— Sytuacja sprzed dwu lat, kiedy do władzy dochodził PiS, (…) a obecna sytuacja to są dwa zupełnie różne światy. Dzisiaj można powiedzieć: jest oblewanie miodem, a wtedy od początku było oblewanie dziegciem, jeszcze zanim powstał rząd Kazimierza Marcinkiewicza — wyjaśnił szef państwa.
Prezydent wyraził ubolewanie z powodu niektórych wypowiedzi Donalda Tuska, które – w jego opinii – mogą zapowiadać niedobre zmiany w życiu publicznym. Stwierdził, że jest zażenowany zapowiedziami przyszłego premiera, że nie dopuści, by ukazały się przygotowywane przez IPN publikacje na temat kontaktów Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa. Jak zaznaczył, wygląda to jak zapowiedź wprowadzenia cenzury.
Lech Kaczyński przyznał jednak, że w wystąpieniach premiera-elekta znajduje też elementy pozytywne. Chodzi o te wypowiedzi, z których wynika, że Platforma stara się czerpać również z programu Prawa i Sprawiedliwości. Jako przykład Lech Kaczyński przytoczył hasło „Polski solidarnej” przejęte, jego zdaniem, z programu PiS.
Pytany o pojawiające się w prasie opinie o „wyjątkowo skromnej” uroczystości desygnowania Donalda Tuska na premiera, powiedział, że obecność lidera PO w Pałacu Prezydenckim trwała zdecydowanie dłużej.
— To, co widziała telewizja, radio to było 36 sekund, czyli wręczenie aktu nominacji — podkreślił szef państwa. Później — jak dodał — odbyła się prawie półgodzinna rozmowa, podczas której przedyskutownych zostało wiele spraw merytorycznych.
Jaka przyszłość czeka PiS?
Według prezydenta, PiS jako partia opozycyjna będzie marginalizowane, a nawet szykanowane. Świadczą o tym wydarzenia ostatniego tygodnia, kiedy zarzucono rządowi PiS, że niszczy niewygodne dla siebie dokumenty, podczas gdy w rzeczywistości wydane niedawno przepisy znacząco ograniczają możliwość niszczenia akt.
Lech Kaczyński uważa, że tego rodzaju nieprawdziwe informacje rozpowszechniają wrogowie Prawa i Sprawiedliwości. Zdaniem prezydenta, rządy Jarosława Kaczyńskiego przestraszyły pewne środowiska, których interesy zostały zagrożone chociażby poprzez lustrację.
Gość „Sygnałów Dnia” stwierdził, że media przez dwa ostatnie lata tworzyły alternatywną rzeczywistość, w której pokazywano zagrożenia dla demokracji spowodowane rządami PiS. Prezydent zapowiedział, że będzie próbował przeciwstawiać się „tego rodzaju próbom zafałszowania rzeczywistości”.
(M.S.)
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach