Piątek, 25 V 2012 r.
Nr 75/2012 (1295)
indeks alfabetyczny |
A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  R  S  Ś  T  U  W  V  Z  Ź  Ż 
wydanie z wybranego dnia | najczęściej czytane | najlepiej oceniane | zmień rozmiar czcionki | terminy i wydarzenia | kanał RSS
 


3 września 2007 r.

Przejechać ministra Ziobrę

Na forum internetowym poświęconym rowerom pewna krakowianka opisała, jak podczas przejażdżki po mieście uciekł jej spod kół na chodnik pan w garniturze. Rzecz niewarta wzmianki, gdyby nie fakt, że tym panem był Zbigniew Ziobro. Krakowianka zrobiła szybki rachunek sumienia, ale grzechów nie znalazła: jechała prawą stroną i miała zielone światło. Mimo to do końca dnia prześladowała ją wizja straszliwych konsekwencji ewentualnego muśnięcia wełenki garnituru ministra. Tego ministra.

Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.

R E K L A M A

Mamy bowiem urzędnika państwowego, który sieje grozę niczym bolszewicki przywódca. Póki nie wie o czyimś istnieniu, człowiek może spać w miarę spokojnie. Gorzej, gdy się dowie. Wtedy nie wiadomo, co robić, czego się trzymać, bo trzymanie się litery prawa w tym akurat przypadku bywa zupełnie nieskuteczne.

Podpadli mu na przykład lekarze ze szpitala, w którym zmarł jego ojciec. Oczywiście — pod sąd. Niestety, prokurator rejonowy odmówił zastosowania aresztu wobec lekarzy. Niestety — dla siebie, bo stracił stanowisko, a sprawę przesunięto do innej prokuratury. Sprawa trochę się ciągnie, bo naiwni biegli — jeden po drugim — nie mogą dopatrzeć się błędu w sztuce lekarskiej. Ale to nic, w końcu znajdą się bardziej rozgarnięci specjaliści. A tamci niech nie śpią spokojnie. Minister Ziobro jest cierpliwy i pamiętliwy.

O tym, że zadrzeć z kimś takim to nie przelewki, przekonał się nawet twardy Leszek Miller. Swojego czasu nazwał Ziobrę zerem, a niedawno łamiącym się głosem wzywał to „zero”, aby odczepiło się od jego rodziny i stanęło do walki z nim. Cierpliwości, panie Miller, po rodzinie przyjdzie czas i na pana.

Nic nie pójdzie w zapomnienie. Wszystko jest zapamiętane, nagrane i będzie rozliczone. Na miejscu rowerzystki z Krakowa zaczęłabym szukać specjalisty leczącego zaburzenia snu. Kto zaręczy, że minister nie nakręcił ich przelotnego spotkania telefonem komórkowym?

Danuta Graj



Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach