Piątek, 25 V 2012 r.
Nr 75/2012 (1295)
indeks alfabetyczny |
A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  Ł  M  N  O  P  R  S  Ś  T  U  W  V  Z  Ź  Ż 
wydanie z wybranego dnia | najczęściej czytane | najlepiej oceniane | zmień rozmiar czcionki | terminy i wydarzenia | kanał RSS
 


14 lutego 2007 r.

Rokita: Dzisiaj (...) jest wyraźnie czas na polityków takich, którzy reprezentują kogoś innego, swojego mocodawcę, na polityków bez twarzy i bez autonomii

Tak Jan Rokita podczas porannej rozmowy w Trójce skomentował zawirowania wokół Ludwika Dorna. Jednocześnie stwierdził, że nie wyobraża sobie, aby wicepremier powrócił do normalnej pracy w rządzie.

Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.

R E K L A M A

— Sądzę (...), że jest zakończona działalność pana posła i premiera Ludwika Dorna w gabinecie Jarosława Kaczyńskiego i zakończona trwale. Tak mi się przynajmniej zdaje — powiedział Rokita. Polityk Platformy podkreślił, że „to jest decyzja premiera, ale ona publicznie wygląda jako decyzja wicepremiera Dorna”.


Rokita przypuszcza, że Dorn niedostatecznie gorliwie walczył z układem. — Myślę, że jest taki moment w rozwoju polityki obecnego gabinetu, w którym potrzebne są także postaci, które dowodzą, iż walka z układem (...) dotyczy także osób z kierownictwa państwa — powiedział. Dorn był, według Rokity, nazbyt bierny. Wicepremier „stał się obiektywnym sojusznikiem układu”, a „dla obiektywnych sojuszników układu też nie ma tolerancji” — podkreślił polityk PO.


Analizując sytuację w PiS-ie, Rokita zauważył dwa trendy. Po pierwsze: „bezwzględnie odsuwani będą, nawet z najbliższego otoczenia braci, ludzie, którzy nie pasują do ideologii walki z układem”. Drugi problem to zła pogoda „dla polityków, którzy dysponują własną pozycją, autonomią, takich, którzy reprezentują siebie i opinię publiczną. Dzisiaj w partiach politycznych, w PiS-ie zwłaszcza, jest wyraźnie czas na polityków takich, którzy reprezentują kogoś innego, swojego mocodawcę, na polityków bez twarzy i bez autonomii”. Rokita uważa, że taki trend dotyczy głównie dwóch największych polskich partii — PO i PiS. — Niewątpliwie panuje dzisiaj moda na całkowitą deemocjonalizację polityki — podkreślił. Słowa te dotyczyły partii rządzącej oraz Donalda Tuska i jego sposobu kierowania Platformą.


Ostatnie zmiany na szczytach władzy zostały wpisane przez Jana Rokitę w szerszy kontekst „deideologizacji polityki”. — Znika w znacznej mierze ideowy spór z polityki. W zasadzie pole ideowego sporu jest tak ograniczone już dzisiaj, że nikt z osób istotnych nie chce tego ideowego sporu podjąć. W gruncie rzeczy nie będzie za jakiś czas wiadomo o co chodzi poszczególnym partiom politycznym i o co chodzi poszczególnym politykom. Następuje takie zwycięstwo technologii władzy, jakaś maszyneria — jedzie walec i obywatele mają przyjąć do wiadomości to, że tak właśnie wygląda polityka — podkreślił.

 

(M.G.)



Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach