19 stycznia 2007 r.
Oto historia prawdziwa. Przedsiębiorczy importerzy sprowadzali używane samochody z krajów Unii Europejskiej, a ponieważ trzeba było płacić akcyzę (z wiekiem auta stawka procentowa gwałtownie rosła), to część importerów (jaka — nikt nie wie) zaniżała cenę zakupu samochodu, obniżając w ten sposób podstawę wymiaru akcyzy. Aparatczycy państwowi zdawali sobie z tego znakomicie sprawę, ale jako że akcyza też była pobierana prawem kaduka w sprzeczności z europejskim prawem, przymykali oko — dochodząc do wniosku, że skoro już kradną ludziom pieniądze, to niech okradani też coś z tego mają.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
Tylko co światlejsi obywatele zwracali się z wnioskami o stwierdzenie nadpłaty, zwrot akcyzy itp., argumentując, że padli ofiarą ewidentnego złodziejstwa — czyli pobierania podatku na podstawie normy prawnej, która sama z prawem jest niezgodna.
Zabawa pod tytułem „Ja cię okradam, a ty śpisz” trwałaby w najlepsze pewnie przez najbliższe lata, gdyby nie zdesperowany pojedynczy obywatel. Sprowadził samochód, zadeklarował uczciwie jego wartość i — tak jak tysiące przed nim — został złupiony. Poczuł się przez państwo oszukiwany i poszedł do sądu. Sąd krajowy skierował pytanie o zgodność polskiej akcyzy na używane samochody z prawem unijnym (odpowiedź na tzw. pytanie prejudycjalne stanowi później podstawę do orzekania) — do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Nie wnikając w szczegóły procedury, koniec był do przewidzenia — ETS orzekł, że akcyza w wysokości przewyższającej akcyzę na samochody krajowe była nielegalna.
Nikt, kto zajmuje się zawodowo podatkiem VAT i akcyzą, nie jest zdziwiony. Nielegalności w polskim prawie podatkowym jest jeszcze wiele. Ale po raz pierwszy zupa się wylała fiskusowi w w takiej skali.
Każdy, kto myśli, że ta opowiastka dobrnęła do szczęśliwego końca grubo się myli. Aparatczycy, którzy w imieniu RP będą musieli zorganizować w zarządzanej przez siebie administracji skarbowej zwrot łupów, rozpoczęli kontratak. I mówią do obywateli tak:
Wy wiedzieliście, że my co nieco oszukujemy. Ale my wiedzieliśmy, że wy też nie jesteście nieskazitelni — i też nic nie robiliśmy. Ale skoro postanowiliście domagać się zwrotu kasy, to my was teraz prześwietlimy. Sprawdzimy ceny, stan, faktury, rachunki, tabele eurotaxu — jeśli będzie trzeba, to i wyślemy detektywów na autobazar do Belgii. Niech no który wystąpi z wnioskiem o zwrot — to przekona się, co oznacza postępowanie podatkowe.
I tak sobie gwarzą — fiskus z zaradnymi importerami — ponad głowami dziesiątków tysięcy uczciwych podatników, którzy zadeklarowali pełną wartość, zapłacili pełną akcyzę, a teraz mają do wyboru — spróbować odzyskać swoje pieniądze (i iść na wojnę z urzędnikami prowadzonymi do boju przez Ministerstwo Finansów) czy odpuścić. Fiskusa należy jednak ostrzec — coraz częściej będzie trafiał na obywateli, którzy doprowadza sprawę do końca — choćby w Luksemburgu.
R. Gabrysz
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach