30 sierpnia 2010 r.
- Panie prezesie, pan minister do pana – powiedziała sekretarka.
- Prosić, prosić – wstał zza biurka prezes. Kiedyś przyjaciele z podziemia, dziś w dalszym ciągu koledzy poznający się na ulicy. Prezes - szef wielkiej firmy, zaczynał w garażu, minister, absolwent dobrej uczelni, dyplom z wyróżnieniem, kiedyś społecznik, dziś prominent najważniejszej partii.
- Witam w skromnych progach mojej manufaktury – z uśmiechem powitał gościa prezes.
- Sługa narodu, do usług – autoironicznie odparł minister.
- Służycie, służycie, tylko jak długo naród to wytrzyma? – prezes nalał dwudziestoletnią whisky do kieliszków.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
- Takie czasy. Budżet trzeszczy na ostatnim szwie, nauczyciele się zbroją, rolnicy nie odpuszczą, w ZUS pustka. Jesteśmy odpowiedzialni. Musimy działać.
- Jasne, pięknie działacie. VAT mi podnieśliście. Dwadzieścia milionów więcej muszę zapłacić.
- Dwadzieścia, tu, dwieście tam i miliard się uzbiera. Ale to i tak kropla.
- I dlatego szykujecie skok na fundusze emerytalne?
- Przyznaję, łakomy kąsek, ale szef na razie się nie zgadza. Szkoda, bo braki cholerne w kasie – westchnął minister i przetarł okulary.
- Tyle dobrego… - dolał trunku prezes.
- Jak zobaczył bilans, już powoli zmienia zdanie – dodał minister.
- A tą cholerną akcyzą na paliwo, to musicie kombinować? Wiesz jak mnie to sieknie? Tak się na pracować. Czasem mam wrażenie, że skończyłeś Uniwersytet Ludowy w Większycach a nie uczelnię w USA.
- Akcyza, to nasze koło ratunkowe. Jak nic nie pomaga, trzeba podnieść. A nie pomaga.
- Jasne, jasne. Znam te wasze numery z akcyzą. Moglibyście przynajmniej nie chrzanić, że Unia zmusza do podwyżek.
- Piarowcy stwierdzili, że to działa. Komu się chce grzebać w unijnych przepisach.
- Mi się chce – zirytował się prezes – I jak słyszę te wasze napuszone mowy, to mam ochotę do Czech się przenieść.
- Nie mówiłeś, że znasz czeski – zdziwił się minister.
- Nie znam. Ale szybciej się nauczę, niż nadążę za zmianami przepisów.
- Cóż zrobić, sam wiesz, że poprzedni prezydent, świeć Panie na jego duszą, wszystko nam utrącał. Teraz nadganiamy.
- Jak cholera nadganiacie. Co miesiąc mam trzydzieści sprawozdań więcej.
- Nie narzekaj. Ja mam powody do narzekania – zwiesił głowę minister.
- Ojej, dymisja?
- Kto wie? Na razie szef wysłał mnie w środowisko, żebym poparcie zdobył dla pewnego projektu.
- I środowisko, to ja?
- Też. Do biznesu mnie wysłał. Pomysł jest, przyznam kuszący- minister z wdzięcznością przyjął dolewkę.
- Wal, chłopie. Nic mnie już nie zdziwi.
- No nie wiem….Koncepcja jest, by pożyczyć brakujące trzysta miliardów.
- Obligacje?
- Daj spokój, ludzie nie kupią. Od was pożyczyć, koncepcja taka jest.
- No, super, co chcecie pożyczyć? – prezes lekko zesztywniał.
- Wiesz, jakby, to określić. Różne rzeczy. Projekt takiej ustawy mamy, że pożyć będziemy mogli, jachty na przykład, ten twój biurowiec też byśmy mogli, ze sto milionów jest warty.
- Na cholerę wam jachty i biurowce?
- Sprzedamy i zasilimy budżet.
- Mówiłeś: pożyczyć, nie sprzedać.
- Od was pożyczyć, sprzedać, zasilić, stanąć na nogi a potem z nadwyżki kupić i oddać. Ale tylko na chwilę, stary, nie ma obaw. Góra pięć, dziesięć lat.
- Wkręcasz mnie, co? – opadł na fotel prezes.
- Poważnie mówię. Biuro analiz wyliczyło, że średni i duży biznes trzyma w prywatnych rękach prawie bilion złotych. Jak pożyczymy dwadzieścia procent to jesteśmy ura……
- Pani Kasiu, pan minister już musi iść – otworzył drzwi nagle poczerwieniały prezes.
- Nie bierz tego tak do siebie. Koncepcja jest, stary. Spokojnie. Tu masz projekt ustawy, gdybyś mógł….przez tydzień.
- Tydzień?
- No, tydzień. W przyszłym tygodniu premier ma konferencję i chciałby ogłosić założenia reformy finansów publicznych….
***
- Panie prezesie. Minister do pana – powiedziała sekretarka. Prezes otworzył oczy. Przez chwilę patrzył nieprzytomnym wzrokiem.
- Nie ma mnie. Jestem w Pradze- odparł prezes – I proszę mi kupić rozmówki polsko czeskie.
Paweł Ławicki
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach