16 października 2007 r.
Większość komentujących wczorajszą debatę Kwaśniewski – Tusk (kolejność nazwisk alfabetyczna) koncentruje się z lubością na wspominaniu ciosów, które zadali sobie oponenci – jak gdyby był to pojedynek bokserów. Tymczasem róznica wag była widoczna gołym okiem – i na ring obu tych Panów żadna federacja bokserska jednocześnie by nie wpuściła. Umykają w komentarzach drobne szczegóły – i dzisiaj o jednym z nich.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
W pewnym momencie debaty Kwaśniewski pochylił się nad losem pielęgniarek – wspominając mamę Donalda Tuska, która jest pielęgniarką, i swoją nieżyjącą mamę – która nią była. Mówiąc o podatku liniowym powiedział coś takiego – gdyby został wprowadzony, zarówno moja jak i Pańska mama zarobiłyby więcej o 720 zł, gdy tymczasem już Pan (Tusk) miałby więcej o 20 000 zł, a dochód netto Bieleckiego zwiększyłby się o kilkaset tysięcy złotych.
To świetna ilustracja dowcipu o rodzaju modlitw wznoszonych przez różne nacje. W skrócie - Amerykanin prosi w modlitwie, aby w nadchodzącym roku mógł zarabiać więcej – przynajmniej tyle ile sąsiad. Polak modli się o to, aby sąsiad zarabiał mniej – najwyżej tyle, co on.
Panie Prezydencie Kwaśniewski – mnie naprawdę cieszy, kiedy w mojej kieszeni zostanie więcej – niechby to było i 720 zł. Jeżeli sąsiadowi przy okazji zostanie więcej o 20 000 zł też dobrze – zapewne dołoży się w większym stopniu do finansowania naszych lokalnych, małych inicjatyw, i zainwestuje w otoczenie swojego domu – a to podniesie wartość mojego, który stoi w pobliżu.
Znacznie mniej zabawnie jest, kiedy zabierając sąsiadowi zabieracie i mnie. Ale stosując Pańską argumentację można znaleźć pocieszenie – jemu zabierzecie 20 000, a mnie tylko 720. I za to dziękuję.
Lech Tyski
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach