7 lipca 2009 r.
„ Jeżeli wystarczająco długo będziesz stał nad brzegiem morza, doczekasz się chwili, kiedy fale wyrzucą na brzeg zwłoki twojego wroga”. To moja ulubiona sentencja. Stoję sobie nad tym brzegiem i czekam. Czekam od niedawna, lista wrogów też marna, więc na razie nic się nie dzieje. Ale są tacy, co się doczekali. Oto prawdziwa opowieść :
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
W mieście K. od wielu lat przyznają medal „ za zasługi dla miasta”. Zasługi są różne, bo radni w kapitule też są różni. Prawdę powiedziawszy nikt w K. nie ma zielonego pojęcia, kto i za co te medale dostaje ale z nieznanych powodów dla niektórych medal ten ma ogromne znaczenie. Dziś w mieście K. większość w radzie ma Platforma Obywatelska. Członkiem PO w K. jest Krzysztof F. syn Jana F. ongiś trenera piłki nożnej. Przewodniczącym kapituły medalu jest przewodniczący rady, przypadkowo z PO. Kompletnie bez związku z polityką kapituła zaproponowała, by w tym roku medal otrzymał Jan F. ojciec Krzysztofa. Ponieważ pan Jan nauczył kopać w piłkę kilka setek małolatów, medal mu się należy. Mnie nie nauczył, bo nie lubię piłki nożnej od dzieciństwa i dlatego pana Jana na oczy nie widziałem. Laurka odczytana na sesji rady miejskiej była śliczna. Wychowawca młodzieży, przyjaciel, twórca sukcesów lokalnego sportu, społecznik i w ogóle. Sesja miała się ku schyłkowi i właściwie wszystko było jasne – Jan F. medal dostanie, w garnitur się ubierze, rodzina się wzruszy, prasa lokalna zrobi wywiad. Wtem o głos poprosił Zygmunt D. , radny z mocno mniejszościowego klubu , były prezes klubu sportowego. Żaden anioł, bo ma sprawę przed sądem rejonowym o sprzeniewierzenie dotacji gminy na działalność klubu, gdzie był prezesem. Radny Zygmunt D. odezwał się mniej więcej w te słowa:
- Protestuję! Jan F. jest oszustem. W 1975 roku sfałszował wyniki meczy trampkarzy. Wpisał wynik 21: 0 dla swojej drużyny i przez to zwyciężył w rozgrywkach krzywdząc dzieci z klubu, w którym wtedy trenowałem. Pan radny N. który wtedy grał w mojej drużynie może to potwierdzić.
Radny N. na swoje nieszczęście też jest z Platformy. Brew mu nerwowo zadrgała, ale wywołany do tablicy powiedział;
- To prawda. Zostaliśmy wtedy oszukani, bardzo dobrze to pamiętam. Mocno to przeżyłem. Jan F. wtedy te wyniki wydrukował -Na twarzy radnego N. pojawiło się wspomnienie lat szczenięcych i widać było, że wspomnienie jest przykre.
Radni PO próbowali ratować sytuację. Po serii argumentów, że właściwie to tylko oczernianie zasłużonego działacza sportowego, że nie ma dowodów, że radny D. też czysty do końca nie jest, radny D. dorzucił jeszcze jedno zdanie:
- O tym, że to jest prawda powiedzieć również mogą Piotr Z. obecny komendant komendy powiatowej policji i Jacek Ż, jego zastępca. Tak się składa, że również grali w tej drużynie, która przez Jana F. została oszukana.
Rada wniosek o medal oddaliła. Gloria przeszłości Jana F. poszła się rąbać. Syn Jana F. dowiedział się przy okazji, że jego ojciec drukował mecze w lidze trampkarzy na poziomie lokalnej lokalności, kiedy on do stołu nie sięgał, a Fryzjerowi nie marzyła się kariera głównego rozgrywającego w polskiej piłce nożnej.
Trzydzieści cztery lata czekał trener Zygmunt D., żeby jego oliwa była sprawiedliwa. Trzydzieści cztery lata Jan F. w zakamarkach swojej głowy trzymał swoje maleńkie świństewka, z których pewnie dawno się rozgrzeszył i zapomniał. Chęć wyjścia przed szereg, chęć wypięcia piersi u schyłku życia skończyła się niespodziewaną konfrontacją z faktami, które nieistotne dla ludzkości okazały się istotne dla jednostki (jednostek).
To już koniec opowieści. Związek z podatkami historia ta ma luźny, ale do udowodnienia. Morał niech każdy sobie sam dopowie. Ja wiem swoje.
Stać nad morzem i patrzeć na fale – bezcenne.
Paweł Ławicki
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach