1 lipca 2010 r.
Byłem na wakacjach. Jak dziesiątki tysięcy Polaków skorzystałem z oferty jednego z biur podróży i poleciałem do hotelu z basenem, barami, restauracjami i klimatyzowanymi pokojami. W hotelu okazało się, że w Europie podróżują głównie Polacy z małą domieszką Anglików, przez co poczułem się trochę oszukany, bo w zagranicznym hotelu obcokrajowców było tylu, co w Popiątkowie i to w dolnym sezonie. Na szczęście zabytki poza hotelem były autentycznie greckie. W pokoju hotelowym oczywiście stał telewizor z kilkunastoma programami.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
Prawdziwy turysta gardzi telewizją na wakacjach powiedziałem żonie, na co żona całkiem przytomnie odparła, że prawdziwy turysta gardzi hotelem „all inclusive” wielkości sporej wsi małopolskiej. Po namyśle przyznałem jej rację i zacząłem wypoczynek. Z drinkiem i pilotem w ręku. Telewizor zmieścił w sobie dwa programy greckie, dwa niemieckie, dwa rosyjskie, jeden turecki, jeden z nieznanym mi językiem, jeden holenderski, jeden sportowy, dwa francuskie, dwa po angielsku i TVP Polonia. To znaczy, domyśliłem się, że to polski program, bo był całkowicie niewidzialny i niesłyszalny. Wszystkie pozostałe kanały brzytwa, a Polonia niczym popłuczyny prześwietlonego negatywu z seansu spirytystycznego. Skandal, pomyślałem patriotycznie i poszedłem na piwo do przybasenowego baru.
Musicie mnie zrozumieć – oderwany gwałtownie od polskich mediów, pozbawiony Internetu (pół godziny wi-fi za 4 euro, na dodatek zrywane po pięciu minutach), bez polskiej prasy, poczułem się trochę wyobcowanie i nieswojo. Z nadzieją włączałem raz po raz telewizor, ale tam gdzie domyślałem się, że jest Polonia, tylko śnieg i duchy. Co to za wczasy, kiedy wieczorem nie można obejrzeć telewizji? Ponieważ na bezrybiu i tak dalej, posiedziałem chwilę obserwując rosyjską dyskusję o pijanych kierowcach, potem był jakiś serial kryminalny. Następnego w TV tureckiej załapałem się na Jasia Fasolę zajadającego się ostrygami ( mój ulubiony odcinek). Dzięki Euro Sport poznałem mistrza świata w bowlingu a francuska TV5 uraczyła mnie miłym, akustycznym koncertem.
Tęsknota za Polską Telewizją gasła wprost proporcjonalnie do brązowienia mojej opalenizny, by zniknąć zupełnie. Kanał z TVP Polonia sprawdzałem już tylko z obowiązku i ciekawości: naprawią w końcu, czy nie naprawią? Nie naprawili. Kiedy już czas wakacji nareszcie minął i oddawałem klucz w recepcji, całkowicie bezinteresownie poinformowałem, że TV Polonia w telewizji hotelowej nie działa.
Dziękuję, że nas pan poinformował - odpowiedziała radośnie recepcjonistka i natychmiast zadzwoniła do kogoś. Za chwilę będzie po kłopocie – zwróciła się do mnie z uśmiechem.
- Czy jestem pierwszym Polakiem, który od dwóch tygodni zgłosił usterkę telewizji? – zapytałem mocno zdziwiony.
- Wydaje się, że tak – odpowiedziała i życzyła miłego lotu.
Do dziś myślę, jak to jest możliwe? Kilkuset Polaków nie zauważa, że w telewizji nie ma nic po polsku. A jak zauważa, to nie reaguje. O co tu chodzi? A może po prostu telewizja nie jest nam tak potrzebna, jak nam się wydaje w kraju, na własnej kanapie i własnym pilotem w ręku?
Paweł Ławicki
(Pisane między Teleekspresem a Faktami)
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach