20 czerwca 2007 r.
„To anarchia! Walka władzy ze wszystkimi. Kontrolowane wycieki i niszczenie Polski za granicą. Fale protestów społecznych zatrzymywane kolejną listą agentów i aresztowaniami. A w anarchii nawet słowa na «s» są za słabe” — pisze były prezydent Lech Wałęsa w swoim felietonie dla Wirtualnej Polski.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
Burzę wywołała odpowiedź Wałęsy na wywiad prezydenta Lecha Kaczyńskiego dla francuskiej telewizji. Kaczyński dowodził, że Lech Wałęsa stanowił zagrożenie demokracji, a swoją władzę oparł na funkcjonariuszach byłych tajnych służb komunistycznych. Na szczęście dla Polski, w 1995 roku wybory prezydenckie wygrał Aleksander Kwaśniewski — podsumował Lech Kaczyński.
Oburzony Wałęsa napisał: „Jedno tu tylko słowo pasuje: S-syn; do tej pory broniłem tych ludzi na zewnątrz kraju, teraz to się skończyło". Ta wypowiedź, szeroko opisywana przez media, spowodowała ostre reakcje członków PiS.
„Użyłem takiego zakrytego słowa w reakcji na kompromitujący Polskę wywiad prezydenta Kaczyńskiego dla francuskiej telewizji. Jak widzę, każdy je jakoś interpretuje i dopisuje odpowiednią treść. Nie komentuję tego, nie ujawniam mojego zamiaru i intencji, chociaż po wczorajszych występach takich ludzi, jak Kurski, Szczygło czy Ziobro, każde, nawet najmocniejsze skojarzenie z tym skrótem okazuje się za słabe. Ciekawe, że najostrzej rozszyfrowują to słowo ludzie z otoczenia prezydenta Kaczyńskiego. Czyżby nie nasuwało im się żadne inne określenie na swojego szefa?" — pyta retorycznie Wałęsa w felietonie dla WP.
„Na nieznośną anarchiczną rzeczywistość w Polsce brakuje słów. A zaczęło się tak niewinnie od «sp....aj, dziadu». (...) To nie w słowach problem. One tylko mówią o fatalnym klimacie stworzonym przez tych nienawistnych i zakompleksionych «ludzi z brzytwą»" — przekonuje były prezydent.
(A.P.)
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach