26 stycznia 2010 r.
Kiedy ma się coraz bardziej dorosłe dzieci, trzeba za nimi nadążać. Autorytet tego wymaga. Widząc pobłażliwy wzrok syna, którym omiatał mój świetny, niezawodny, zaufany telefon, którego produkcji znany koncern zaprzestał kilka lat temu, postawiłem na autorytet.
R E K L A M A
Wraz z nowym telefonem wziąłem z salonu broszurkę z seksownymi panienkami na okładce. „Sprawdź do czego zdolny jest Twój telefon” – to tytuł mojej lektury. Do książeczki kupiłem na wszelki wypadek kilka puszczańskich.
„Właśnie kupiłeś nowy telefon. Od razu możesz korzystać z wielu usług i aplikacji. Odkryj wszystkie możliwości swojego telefonu”. Nooo, teraz ci, małolacie, pokażę. Książeczka prowadziła mnie za rękę jak przedszkolanka przez ulicę. Ustawiłem niezbędne ustawienia, które dostałem w bezpłatnej wiadomości. Potem aktywowałem paczkę do Internetu. 5 MB za pięć złotych. Darmocha.
Dziecko na moją dumę z posiadania Internetu w telefonie tylko spojrzało z politowaniem i wróciło do stukania w klawiaturę. Nawet słuchawek gówniarz nie zdjął. Błyskawicznie więc (raptem dwa złocisze miesięcznie plus dwa pięćdziesiąt za każdy utwór) dopisałem się do muzycznej biblioteki. Ściągnąłem kilka, tak dla szpanu. Powoli odkrywałem wirtualny świat super gadżetów. Pościągałem kilka kolorowych tapet, wygaszaczy i parę dzwonków w MP3 (od 6,10 zł za dzwonek, co tam, w końcu zarabiam). Żeby być na bieżąco, podpiąłem się następnie pod serwis infomuzyka. Teraz dostaję dwa MMS-y w tygodniu za darmo. O, proszę „Doda nie chce śpiewać z Rubikiem”. No, i słusznie.
Telefon grzecznie leżał w mojej dłoni, a ja wykonywałem kolejne proste polecenia z książeczki. „Bądź czujny! Nie przegap nowości co miesiąc! Zanim pobierzesz, posłuchaj! Zainstaluj darmowy Bumbox w swoim telefonie”. No, to zainstalowałem. Ale, co tam Bumbox. Kolejna strona broszurki, a tam fajna blondyna ogląda telewizję w komórce. „To prawdziwa rewelacja! Teraz w każdej chwili i w każdym miejscu możesz oglądać swoje ulubione programy telewizyjne!”. Ale fajnie. Dziecko pierwszy raz spojrzało na mnie wzrokiem, w którym przy dobrej woli można było dojrzeć uznanie. Dorzuciłem więc opcję „filmiki”.
Dowiedziałem się też, że mogę ściągać super gry. Ostatni raz grałem w sapera, czas więc nadrobić zaległości. Dodatkowe aplikacje do ściągnięcia przyprawiły mnie o zawrót głowy. Mapy, kalendarze, słowniki, testy muzycznie, test IQ. No, po prostu bomba. Jak mruknąłem dziecku, że mam też Gadu-Gadu i to jedynie za piątkę miesięcznie, już wiedziałem, że wygrałem. By go całkowicie pognębić, dorzuciłem skrzynkę pocztową za dwa złote i prenumeratę wydarzeń, do tego informacje sportowe, poranny dowcip, plotki z życia gwiazd, nowości kinowe i fotokody. „To absolutna nowość i ogromna wygoda. Dzięki specjalnej aplikacji Twój telefon może odczytać jego (fotokodu) treść”. Wow.
***
Mój telefon non stop przyjmuje jakieś sms-y, jak ktoś dzwoni, śpiewa Britney Spears, jak chcę zadzwonić do szefa, włącza się Gadu-Gadu, a próba wyłączenia telefonu uruchamia Internet. Pamięć mam zapchaną informacjami o tym, kto się opalał topless na Bora-Bora. Jak się uruchamia telewizję, gry i Bumbox (co to do cholery było?) zapomniałem dwa dni po instalacji. Kiedy po miesiącu przyszła faktura, kiedy tak stałem z głupim wyrazem twarzy, przecierając oczy, razem z kaskadą liczb do zapłacenia dotarła do mnie myśl prosta i jasna niczym fabuła Teletubisów : Ta cała hałaśliwa cywilizacja, nachalny postęp, zapierniczanie mega bajtów w wirtualnym świecie, do którego przekonuje nas wtłaczająca w fotel reklama, jest mi do niczego nie potrzebna.
- A ty co się tak gapisz? – warknąłem na syna. – Wziąłbyś się do czegoś porządnie. A nie fejsbóki, gadulce, jutuby, kamerki, duperelki, ściąganie programów, sms-y i telefon przy uchu.
- Tato, spoko, brytyjscy naukowcy dowiedli, że taka poszatkowana uwaga pozytywnie wpływa na zdolności intelektualne. Chcesz spróbować?
Straszna ta dzisiejsza młodzież. Żadnego szacunku dla starszych.
Paweł Ławicki
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach