20 kwietnia 2007 r.
Było kiedyś hasło: „Wszystkie dzieci są nasze”. Partii usiłującej na dzieciach (poczętych) zbić polityczny kapitał musiało się ono spodobać, bo — po dokonaniu drobnej korekty — uczyniła zeń swoją dewizę. I teraz, trzymając się zasady „Wszystkie pieniądze są nasze”, LPR walczy o elektorat, obiecując prezenty, za które każe płacić innym.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
Zaczęło się od niesławnego pomysłu z tanimi podręcznikami, które Ministerstwo Edukacji miało wybrać, kupić i triumfalnie dostarczyć do szkół — a wszystko to na koszt rodziców. Szczęśliwie okazało się, że prawo nie zezwala na organizowanie publicznych przetargów za prywatne pieniądze. Innym anonsowanym z dumą prezentem były lekcje angielskiego dla najmłodszych klas. Jednak ministerialne dotacje na ten cel skończyły się po czterech miesiącach, co zmusiło samorządy do opłacania nauki języka z własnych środków. Efektem tego oraz podobnych doświadczeń jest pewna nabyta reakcja — na hasło: „pomysł Ministerstwa Edukacji” samorządowcy z przerażeniem chwytają się za budżet.
Teraz przyszła kolej na przedsiębiorców. W swoim najnowszym projekcie — o szumnej nazwie „Karta Praw Rodzin Polskich” — LPR postuluje wprowadzenie tzw. „płacy rodzinnej”, czyli pensji wyliczonej w ten sposób, by pokryć koszty utrzymania rodziny. Postuluje, jak zwykle nie zastanowiwszy się, kto te gruszki na wierzbie sfinansuje. Wyobraźnia pomysłodawców nie wykracza poza moment wielkopańskiego aktu darowizny: „Nie starcza ci na utrzymanie rodziny, biedny człowieku? Idź do pracodawcy i powiedz, że Giertych kazał podwyższyć twoją pensję. Potem okaż wdzięczność, głosując na nas”.
Rzeczowa analiza wspomnianego projektu byłaby stratą czasu. Wiadomo przecież, że powstał tylko w celu przekucia hasła: „Wszystkie pieniądze są nasze” w hasło: „Wszelka władza jest nasza”. Z dążenia do władzy trudno czynić zarzut, bo jest ono motorem działania każdej partii. Jednak LPR — ze swoimi jedynie słusznymi poglądami, zamiłowaniem do wspólnej własności oraz dwiema ostatnimi literami skrótu nazwy — zanadto przypomina tę, której powrotu chyba nikt by sobie nie życzył.
Danuta Graj
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach