16 sierpnia 2007 r.
Zbigniew Ziobro powiedział w radiowych „Sygnałach Dnia”, że dochodziły do niego informacje o próbach skompromitowania go bądź nawet wyeliminowania. Dlatego — jak tłumaczył — nagrywał rozmowę z Andrzejem Lepperem i dostał ochronę BOR.
Uwaga: artykuł który czytasz ma ponad 3 miesiące.
R E K L A M A
— Dotarły do nas informacje ze strony osób wiarygodnych, że są prowadzone działania, które mają na celu skompromitowanie poprzez stworzenie prowokacji właśnie mnie jako prokuratora generalnego, a później informacje, że jeżeli się nie uda skompromitować, trzeba fizycznie wyeliminować, zlikwidować — wyjaśnił Zbigniew Ziobro w Programie Pierwszym Polskiego Radia.
Minister przyznał, że z powodu sygnałów o groźbie „eliminacji" dostał na polecenie premiera ochronę BOR.
— Opinia publiczna o tym nie wiedziała — podkreślił Ziobro. — Ja się opierałem tej decyzji, bo z punktu widzenia ograniczenia prywatności było to dla mnie trudne do przyjęcia — dodał.
Szef resortu sprawiedliwości odniósł się również do informacji mediów, że od kilku lat posiada dyktafon.
— Zakup dyktafonu, podobnie jak aparatu fotograficznego, który też może być wykorzystywany do różnych celów detektywistycznych, (…) nie jest zbrodnią w tym kraju. (…) Tak jest, kupiłem sobie dyktafon i co w tym złego? — powiedział.
Zbigniew Ziobro tłumaczył w „Sygnałach Dnia”, że zwlekał z rozmową z Andrzejem Lepperem, bo wiedział, iż będzie to „rozmowa o dużym poziomie ryzyka”. — Zastanawiałem się, czy zdecydować się tę rozmowę, zarejestrować ją właśnie w celach bezpieczeństwa, aby później nie zostać w coś w sposób nikczemny wmanipulowany — zaznaczył minister.
Jak przyznał, konsultował się w tej sprawie ze współpracownikami, którzy przekonali go, że warto to zrobić „dla bezpieczeństwa" — na wypadek, gdyby w trakcie tego spotkania mogło dojść do próby „uwikłania go bądź wymuszenia”.
Gość radiowej Jedynki stwierdził, że rozmawiał z Andrzejem Lepperem o śledztwach prowadzonych przeciwko niemu i innym działaczom Samoobrony. Ziobro podkreślił, że zwlekał z rozmową w cztery oczy z byłym wicepremierem, ale w końcu się na nią zgodził, bo lider Samoobrony szantażował go zerwaniem koalicji. — Andrzej Lepper groził szantażem, twierdził, że może zerwać koalicję, że jest szykanowany przez prokuraturę, że prokuratorzy działają na zlecenie polityczne — mówił.
Pytany o sprawę Janusza Kaczmarka Ziobro oświadczył, że nie będzie się na razie w tej kwestii wypowiadał, gdyż trwa jeszcze śledztwo. — W ciągu 2-3 tygodni wyniki tego śledztwa zostaną upublicznione — zapewnił.
Dodał, że zarówno on sam, jak i władze PiS popełniły „błąd nadmiernego zaufania”. — Nie przyszło nam do głowy, że to może być człowiek, który cały czas prowadzi pewną grę, który ukrywa przed nami fakty, który podaje nieprawdę — zaznaczył.
Minister stwierdził, że jest osobiście zainteresowany zakończeniem śledztwa, ponieważ Janusz Kaczmarek „przedstawił nieprawdziwy obraz", jakoby sprawa ta była „prywatną wojną” Ziobry.
— Pan Janusz Kaczmarek był osobą o bardzo silnej pozycji w środowisku Prawa i Sprawiedliwości, był jednym z najważniejszych ministrów, miał ogromne zaufanie. Ale kiedy śledztwo wskazało, że może być uwikłany w sprawę przecieku, podjęliśmy natychmiastowe decyzje. Nie ma taryfy ulgowej — podsumował szef Ministerstwa Sprawiedliwości.
(M.S.)
Copyright © TaxNet Sp. z o.o. w Tychach